Rozważania różne współczesnej kobiety- daleko od mody, kuchni i jakiejkolwiek diety. Plotki o facetach, sporcie, autach i gadżetach.
Kategorie: Wszystkie | dla pełnoletnich | motoryzacja | sport | zdrowie
RSS
piątek, 08 września 2017

                   Nie wiem, czy już pisałam, ale sąsiadka postanowiła wyciąć wszystkie tuje rosnące wzdłuż parkanu. No i ten zabieg ma swoje plusy i minusy.

       Plusem jest to, że z tych drzewek nie śmieci się mamusi na ogródku. A minus to fakt, że mój balkon został odsłonięty przed światem, a przynajmniej przed sąsiadami. Niby jest tam tylko szkoła językowa i rzadko kiedy (od mojej strony) coś się dzieje, ale ja miałam dyskomfort wychodząc na papierosa.

       Z tego też powodu postanowiłam zamontować do barierki kratki - świetna sprawa bo to takie regulowane kratownice- i obsadzić je jakimś bluszczem. Kratki są, bluszcz rośnie ale zdecydowanie zbyt wolno. Poza tym zrobiło się szaro- buro-bylejako i tak całkiem smutno za oknem. Więc podjęłam kolejne postanowienie. Przynajmniej na kracie vis-a vis drzwi trzeba było coś dorzucić. I dalej- skoro robię kwiatki z rajstop, sprawdziłam, że aura niewiele na nie działa, to taki stroik skomponowałam....

         I wiecie co? Moja mamusia powiedziała, że całkiem jej się to podoba. Ale na tym nie koniec. Następnego dnia powtórzyła, że to co zrobiłam jest naprawdę bardzo ładne!!! Uwierzycie? No chyba, że ktoś jej powiedział, iż poskarżyłam się na nią w poprzednim wpisie?! :-)))

       Ze spraw pilnych powiem, że nie tylko mamusię "udało mi się zadowolić". Udało się również spotkać z B., która wreszcie do mnie przyjechała. Odwlekało się to z różnych przyczyn , bo wiadomo: siostra w szpitalu, potem moja niedyspozycja, potem zajęcia B., których nie można było przełożyć, potem znowu coś , ale.... Wreszcie udało się nam spędzić ze sobą 24 godziny + , gdzie "+" to kilka dodatkowych chwil. Nie będę opisywać co i jak, bo już to robiłam nie jeden raz, ale nadal wszystko między nami jest świetnie- przynajmniej ja tak to widzę.

       No może tylko jeden mały epizod opiszę . Zaprosiłam B. do siebie i obiecałam jej przygotować moje popisowe danie w postaci karkówki w pieczarkach. Owszem zrobiłam, chociaż nie oryginalnie, bo nie mogłam kupić u mnie w okolicy przyprawy do tego mięsa i użyłam innej. Efekt według słów B. powalający, a według moich obserwacji - zniewalający jej podniebienie. To naprawdę było widać. I serce rośnie (nie tylko z powodu jedzenia, o nie) :-)

piątek, 01 września 2017

                     Stale zastanawiam się od czego zależy moja senność. To znaczy nie chodzi mi o fakt, że w ciągu dnia stale chce mi się spać, a jedynie o sny.

       Kiedyś już pisałam, że "odlotowość" moich snów jest zadziwiająca. Ale odkąd kupiłam dyktafon do rejestracji tych sennych niedorzeczności sprawa się uspokoiła. Niestety do czasu . Od pewnego momentu, mniej więcej tygodnia, znowu zaczęły mnie męczyć koszmary. Nadal budzę się z zakwasami w nogach, ale tym razem "myśl przewodnia" jest zupełnie inna. Samochód. Auto w roli głównej. I chociaż każdorazowo sceneria i szczegółowe okoliczności są inne , motyw się powtarza. Generalnie chodzi o to , że go gubię i żeby go odnaleźć muszę się tyle nachodzić, że nogi rano odmawiają mi posłuszeństwa w realu.

        Raz np. pojechałyśmy z B. na wczasy. Zaparkowałam w jakimś rozbudowanym porcie, stoczni czy czymś takim , gdzie było pełno niedokończonych budynków w stanie ruiny. Było kilka małych parkingów na kilku poziomach. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie nagły sztorm, powódź, podtopienie, a my nie mogłyśmy znaleźć parkingu, na którym jest samochód . Zamiast uciekać przed żywiołem chodziłyśmy i szukałyśmy wśród przewracających się żaglówek, upadających ścian budynku. Męczące .

      Ostatniej nocy zaś skorzystałam z promocji. W super ofercie był jakiś pojazd typu Van i go kupiłam. Jednak z uwagi na fakt, że do miejsca zakupu dotarłam swoim kompaktem postanowiłam (ot senna logika) ,że pojadę na obrzeża miasta nowym autem i zostawię na parkingu a potem wrócę po "stary samochód". Problem w tym, że to miasto (nie wiem jakie) rozrastało się, zmieniało a ja się zgubiłam i nie mogłam znaleźć tego salonu, pod którym jest moje auto. Wiedziałam, że to w okolicach jakiegoś lunaparku (swoją drogą odjazdowy był i pełen takich atrakcji, że szok!!!) . Koniec końców postanowiłam podjechać taksówką , bo już tak się zakręciłam, że nie wiedziałam gdzie jestem. Niestety taksówkarz był dość nieprzyjemny, że tak to ujmę.

      Wcześniej było tak, że śniło mi się , że mój samochód wziął sobie ktoś z rodziny mojej B. Poprosiłam, żeby zareagowała na to, bo on wziął ten samochód "na zawsze". Moja B. stwierdziła, że się czepiam i skoro był mu potrzebny, to chyba nic wielkiego, że sobie go wziął. No trudno, poszłam do najbliższego salonu, żeby kupić sobie jakiś używany (ciekawe skąd miałam kasę) , ale do tego punktu nie dotarłam, bo się zgubiłam. Znowu się zgubiłam.... Może powinnam wziąć ze sobą B. , a nie się obrażać za to jak zareagowała.

Nie wiem co myśleć, nie wiem jak się zabezpieczyć przed męczącymi doznaniami. Jednak przynajmniej wiadomo, czemu potem w dzień jestem tak padnięta.

32.

Za mną już "Utopce" K. Puzyńskiej. Chociaż klimat powieści nie taki całkiem mój to jednak nadal daję dużego PLUSA dla powieści i dla siebie. Dość wcześnie domyśliłam się rozwiązania !!!!

Tagi: 2017
16:04, 45gogula
Link Komentarze (11) »