Rozważania różne współczesnej kobiety- daleko od mody, kuchni i jakiejkolwiek diety. Plotki o facetach, sporcie, autach i gadżetach.
Kategorie: Wszystkie | dla pełnoletnich | motoryzacja | sport | zdrowie
RSS

zdrowie

piątek, 17 października 2014

                W pierwszej części wskazałam, że aktualnie depresja jest uznawana za jedną z istotniejszych chorób XXI wieku, do czego uprawnia liczba diagnozowanych, w tym kierunku pacjentów. Naukowcy prognozują, że nawet co piąta osoba może wpaść w depresję, czy też to schorzenie się u niej ujawni. Stąd rodzi się pytanie ...jakie czynniki wpływają na zapadalność na tę chorobę?

              Przywoływany artykuł również odnosi się do tej kwestii, usiłuje odpowiedzieć "kto i dlaczego?" znajduje się w grupie ryzyka. Jak wywnioskowałam - nie ma na to odpowiedzi jednoznacznej. Nie jestem specjalistą i nie jestem badaczem, nie mam też zamiaru kwestionować jakichkolwiek ustaleń ludzi, którzy dogłębnie i fachowo temat badają.

               Natomiast, jako zwykły obserwator codzienności, uważam, iż poza czynnikami genetycznymi i traumatycznymi ogromne znaczenie mają uwarunkowania społeczne. Nie mam na myśli tego czy komuś się powodzi, czy nie, czy odniósł sukces czy życie jego polega na lepszej lub gorszej szarej codzienności? Chodzi mi natomiast o to jak został wychowany, jakie wartości mu wpojono, jak kształtowano jego samoocenę, czy też z jaką presją musiał się mierzyć.

            Żeby bardziej zobrazować kontekst w/wym. przyczyn odwołam się do pisanej przeze mnie "powieści fabularyzowanej" - Kaśka- może to nie poprawne , może "niepolityczne" ale zadam to pytanie tu i teraz uprzedzając niejako fakty... Kto czytał ten zna dotychczasową historię tej znanej mi dziewczyny. Czy zdziwiłoby Was, gdyby Kaśka zapadła na depresję?? Mnie nie, nie zdziwiłoby mnie to.

           Wieczne rozterki co do swojej tożsamości, codzienne( a przynajmniej coroczne) przypominanie o jej bezsensownym pojawieniu się na świecie, stałe krytykowanie i wypominanie niemal, że inni są lepsi bardziej wartościowi. Lata życia z takim poczuciem, kilka solidnych kamieni pozostawiło w jej duszy, prawda? A jeśli dorzucimy do tego całkiem solidną porcję zdarzeń traumatycznych ? Czyż nie jest to gotowa recepta na zaburzenia psychiczne?

          W tym przykładzie wskazałam typowe przesłanki negatywne. Ale w zakresie społecznym znajdzie się również szereg takich, które na pierwszy rzut oka mogą wyglądać na pozytywne. W tej grupie ja pozycjonuje takie, jak : presja ocen w szkole, presja sukcesu w pracy, presja posiadania np. męża czy dzieci, presja określonego zachowania itd.

        Tak krytyka, jak i wymaganie/presja mogą mieć swój zbawienny wpływ i pozytywnie kształtować człowieka. Tylko, że granica między działaniem konstruktywnym a wręcz poniżającym jest bardzo cienka. Niestety nie wszyscy odróżniają to co dopinguje od tego co "dołuje". Jak wspomniałam wcześniej znaczna część społeczeństwa nie bardzo ma pojęcie, czym jest depresja, " z czym to się je..." jednak pojawiają się co raz częściej kampanie społeczne tłumaczące problem, wątki takie "przemycane" są w popularnych serialach, wiele mediów tematem się zajmuje. Ale tu drobna uwaga ...każdy kij ma dwa końce ... cdn.

czwartek, 16 października 2014

        "Depresja - kiedy idziesz wcześniej spać, nie dlatego, że rano musisz wcześniej wstać, ale dlatego, żeby ten dzień szybciej się skończył". http://demotywatory.pl/4399672/Depresja

       "...Depresja jest chorobą, w czasie której zmienia się metabolizm mózgu, wydzielanie hormonów, dobowy rytm organizmu.W rezultacie uniemożliwia normalne życie, a niekiedy życie w ogóle. Może mieć różne stopnie nasilenia: od egzystencji na pół gwizdka poprzez zaniedbanie siebie aż po, w najcięższej postaci, kompletny bezruch z oderwaniem od rzeczywistości. Bywa chorobą śmiertelną - gdy kończy się samobójstwem...."

http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,16726949,Gdy_zycie_jest_nie_do_zniesienia.html

          Jako, że miałam dość bliskie spotkanie z jedną z dwóch chorób XXI wieku po spojrzeniu na wskazanego wyżej demotywatora postanowiłam wypowiedzieć się na temat depresji. Zresztą z drugą z epidemii - czytaj nowotworem- też spotkanie miałam bardzo bliskie. Ale póki co, ograniczam się, do tej pierwszej.

          W tym samym czasie natrafiłam na artykuł w Wyborczej, którego niewielki fragment również zacytowałam, bowiem jest on bardzo wartościowy i ciekawie wyjaśniający istotę problemu . Mając osobiste doświadczenia z tą chorobą, w pełni się zgadzam z zawartymi tam informacjami.

          Dlaczego zrównałam depresję z nowotworem? Nie , nie dlatego, że oba te schorzenia ocierają się już o liczby epidemiologiczne zachorowań - chociaż to prawdziwe twierdzenie, ale chodziło mi w tym wypadku o reakcję na diagnozę. Reakcję chorego, ale jeszcze bardziej o reakcję otoczenia, bliskich, rodziny. O ile reakcja chorego w przypadku depresji jest dość łagodna ( w przeciwieństwie do raka, gdzie najczęściej spotykamy się z reakcją dramatyczną), o tyle reakcja innych "zaangażowanych" osób jest najczęściej bardzo podobna przy obu diagnozach.

          Krótko ...jak się zachować? Co powiedzieć? Co zrobić? A może unikać takich osób ( niemal jak trędowatych)? Taką reakcję to ja nawet rozumiem. Ale... Ale często zdarza się, że o ile nowotwór w końcu wywołuje szeroko rozumianą empatię, a następnie odważną rozmowę, to "depresanci" bardzo często spotykają się z poniżającym wręcz zaprzeczeniem ze strony otoczenia.

         Wtedy zamiast słów wsparcia, zamiast rozmowy która wyjaśniłaby bliskim "o co chodzi ?" słyszą , że są leniwi, że udają, że się pieszczą, że powinni się wziąć w garść itp. Słyszą to czego słyszeć właśnie nie powinni, ale wiedza o depresji jest w społeczeństwie niestety znikoma. Poniekąd znajduję na to usprawiedliwienie, bo jak wynika chociażby z powyższego cytatu objawy depresji są właśnie takie "leniwe" kolokwialnie nazywając. A ja również w tym zakresie, kierując się zdobyty doświadczeniem, potwierdzam symptom choroby.

         Osoby dotknięte tą chorobą bowiem starają się bardziej lub mniej udanie walczyć . Wstają z łóżka chociaż na samą myśl o tym chce im się np. wymiotować, idą do pracy chociaż mają nadzieję, że np. może się zagapią i na przejściu rozjedzie je jakiś pojazd, wracają zajmują się domem chociaż wewnątrz wyją z bólu. Zero energii, zero zaangażowania, wszystko na siłę z rozsądku. O ile się da uciekają w samotność, w sen, są prawdziwie wykończone, emocje wysysają z nich całą energię życiową...

       Tak, może i wygląda to jak lenistwo , jednak jeśli chory w końcu wyjawia, że cierpi, że to depresja - to w życiu nie chciałby słyszeć tych dodatkowo przygniatających uwag, a jedynie liczy na wsparcie. Jeśli zaś nie ma na co liczyć to niech lepiej będzie traktowany jak "trędowaty"....cdn.