Rozważania różne współczesnej kobiety- daleko od mody, kuchni i jakiejkolwiek diety. Plotki o facetach, sporcie, autach i gadżetach.
Kategorie: Wszystkie | dla pełnoletnich | motoryzacja | sport | zdrowie
RSS
niedziela, 04 czerwca 2017

                 Niestety raz jeszcze wrócę do sprawy mojej siostry. Sytuacja jest, jaka jest. Nie raz i nie dwa zastanawiałam się nad tym, czy ja byłabym w stanie walczyć tak, jak Ona, mieć w sobie tyle optymizmu?

       Raczej zawsze byłam osobą, która stoi na stanowisku, że co ma być to będzie bez jakiegoś wielkiego wysiłku z mojej strony. Tak to tak, nie to trudno. A Ona nie dość, że to wszystko jest koszmarne, ma w sobie i siłę do walki i sporo optymizmu a co więcej dużą dawkę humoru. I tego zwykłego, codziennego i takiego bardziej czarno-czarnego.

       Ostatnio, gdy rozmawiałyśmy stwierdziła, że musi odwiedzić tylu kolejnych specjalistów, że chyba z tego zrezygnuje i zapisze się do jednego konkretnego, taki co "wszystkie specjalizacje ma on jeden". Zdziwiłam się lekko, bo co to za lekarz co ma tyle specjalizacji? No bo ginekolog-onkolog- jasne, urolog-onkolog też. Paru innych o tych dwóch specjalnościach też wiem że są . Ale żeby wszystko? Więc naiwnie pytam, "ale do kogo chcesz się zapisać"? Więc Ona mówi mi, że "ma takiego specjalistę i to u nas w mieście , po czym podaje nazwisko "Ixiński"- on się mną zajmie kompleksowo"- dodała. Chwilę mi zajęło, żeby skojarzyć, że Ixiński jest właścicielem zakładu pogrzebowego pod nazwą równą nazwisku. I co? Śmiać się czy płakać? Stwierdziłam tylko, żeby się nie łudziła że Ixiński szybko ją przyjmie, bo wydaje mi się , że dość zajęty jest ten "specjalista".

       Jak to się teraz mówi "i straszno i śmieszno" .

       Nie będę też ukrywać, że każda taka rozmowa z siostrą trochę mnie kosztuje. Wydaje mi się, że ta moja bezsenność, te trudności z zasypianiem, koszmarne rwane sny ( bo te nadal mi się zdarzają)- to nie tylko moje dolegliwości zwane "peselizmem" lub chorobą SKS , ale też podświadomość gdzieś pracuje. Z drugiej strony- mam czas na czytanie - nawet do 2 w nocy się zdarza, albo na nową pasję. Oczywiście pasję wskazała mi po raz kolejny moja B. ale o tym w kolejnym wpisie. Dziś natomiast kolejna lektura.

21.

      "Za zamkniętymi drzwiami" B.A.Paris. To już była powieść bliżej moich ulubionych klimatów. Gdybym napisała chociaż trochę o treści , to chyba zdradziłabym istotę tematu, więc nie wiem co napisać. Thriller psychologiczny to chyba dobre określenie. Bez brutalności, bez morderstw, bez drastycznych elementów, ale trzyma przy sobie od początku do końca. Bo z jednej strony chcemy się dowiedzieć, jak to się skończy , czy uda się osiągnąć pozytywne rozwiązanie, a z drugiej strony...No właśnie fascynujący portret psychopatii . Jak łatwo bez użycia przemocy zniewolić inną osobę. Jeden "słaby" czy nawet odwrotnie "mocny" punkt i umiejętne jego wykorzystanie, aby całkowicie zniewolić inną osobę, pozbawić jej woli życia. Fascynująca lektura. Gorąco polecam, jeśłi ktoś nie zaliczył jeszcze tej pozycji.

Tagi: 2017
12:52, 45gogula
Link Komentarze (5) »
sobota, 03 czerwca 2017

                       Znowu złapałam zastój piśmienniczy. No tak mam i co zrobisz, jak nic nie zrobisz?

       Wpisy z zaprzyjaźnionych stron nadrobiłam, a nawet w końcu udało mi się skomentować. Może i dobrze, że wcześniej nie miałam aż tyle czasu, bo jak czytam - był jakiś problem. Nie pierwszy przecież na bloxie . Mnie się zdarzało, że zostałam z automatu wylogowana w czasie między skończeniem pisania komentarza a jego wysłaniem. Co dziwne komentarz się pojawiał, ale jako pochodzący od "gościa" a nie ode mnie .

       Tak , przyznaję się bez bicia, że byłam zarobiona , w różnych aspektach tego słowa.

        Byłam z wizytą gospodarską u Młodego, bo syn, jak był w domu ostatnio , to wracając do stolicy jechał bezpośrednio do pracy. Więc musiałam odbyć wizytę gospodarską - czytaj: podrzucić zapasy obiadowe, a także dostarczyć garnitur, bo takie wymogi w pracy czasami bywają . Oczywiście nie omieszkałam również zajechać do B. Ostatnio ona była u mnie . Więc jest fajnie w tym aspekcie życia.

        Jestem w stałym kontakcie z siostrą i w miarę możliwości pomagam. Czasami podjedziemy na jakieś badania, a często trzeba wyszukać jakieś namiary na stosownego medyka. Nie będę jednak pisać, jak sprawy wyglądają , bo....no wyglądają jakby ktoś na górze zechciał pograć sobie w ping ponga a zamiast piłeczki jest pacjent. Onkolog do urologa, urolog do ginekologa, ginekolog do gastrologa , ten do 1.kontaktu a onże znowu do onkologa. 1250 badań i nadal człowiek jest w .... pewnej części ciała, gdzie panuje totalna ciemność. A wszystko to najlepiej żeby prywatnie, a jeśli nawet nie to to trzeba "wychodzić i wyprosić" bo należeć to się nie należy.

         No a w innym międzyczasie trzeba było zająć się ogrodem , koszeniem, grabieniem tzw. kotów z topoli - czysta "przyjemność inaczej". Wieczorem co najwyżej sił starczało na przeczytanie jednego czy dwóch rozdziałów jakiejś powieści i oczy się zamykały. Się zamykały, ale żeby zasnąć... o nie, trzeba było pozwiedzać łóżko ....

20.

       "Konklawe" Robert Harrisa. Całkiem nie w moim stylu, ale jak najbardziej fajna pozycja, ciekawa i na swój sposób wciągająca. Jak sam tytuł wskazuje chodzi o wybór nowego papieża i jak się  sprawy mają od środka. Frakcje, układy , nieetyczne działania , wątpliwości i autowątpliwości, a nawet zwątpienie. I oczywiście ciekawe zakończenie. Dużo opisów wewnętrznych rozterek bohatera - jednego z kardynałów, odniesienia do historii Kościoła, nauk i Ewangelii, ale lektura godna polecenia .

Tagi: 2017
18:39, 45gogula
Link Komentarze (5) »
niedziela, 21 maja 2017

UWAGA! Niniejszy wpis jest mało optymistyczny. Ja musiałam z siebie wyrzucić - Wy sami decydujcie czy czytacie.

                     Ostatni tydzień był ciężki. Ciężki z różnych powodów i wiadomo ...skoro ciężki, to znaczy mało sympatyczny. Niemal dzień w dzień dopadały mnie jakieś złe lub fatalne informacje. Do tego trzeba byłoby dorzucić kilka awarii sprzętowych i już rysuje się całkiem spora górka.

      Najpierw pogorszenie stanu zdrowia siostry. Opowiedziała mi o nowych wynikach badań, które zrobiła, o rokowaniach, o dalszych procedurach. Nie wyglądało to dobrze i przyznam szczerze, że tym razem nie udało mi się zachować zimnej krwi i optymizmu. Niby nie w jej obecności, ale... spłakałam się jak bóbr i kilka nocy zarwałam. A potem przyszła złość. Złość na to...no właśnie na co? Sama nie wiem jak to nazwać.

       Poprzednio pisałam, że siostra zgłaszała swoje dolegliwości bólowe w kośćcu ale lekarze to ..bagatelizowali...? a może uznali, że skoro "pacjentka onkologiczna" to nadwrażliwa a się nie zna...W każdym razie okazało się, że terapię zaczęła za późno , że powinna wcześniej itd. Teraz historia się powtórzyła ...od listopada ubr. zgłaszała problemy . Dawkowano środki doraźne, ogólnodostępne, ale jak w końcu "wymusiła" skierowanie na TK okazało się, że wysiadły nerki. I znowu lekarz "wspaniałomyślnie" stwierdził "a czemu tak późno pani się tym zajęła?".  A to do cholery "Pani" miała się zajmować czy lekarz?! A co robił lekarz, jak "pani" miesiąc w miesiąc zgłaszała nieprawidłowości?! Oj ...aż myśleć się nie chce, jaką drogę przez mękę muszą przechodzić wszyscy poważnie chorzy, modląc się jednocześnie, żeby było ich stać na wykupienie leków, które drożeją w zastraszającym tempie.

      Ponadto kuzynka - w nieciekawej sytuacji rodzinnej- już przed Wielkanocą trafiła do szpitala z podejrzeniem guza. Mieli ją operować, ale do tej pory nic się nie dzieje i nikt nie wie dlaczego, a w jej domu...no zwyczajnie tragedia.

      Była teściowa miała. wypadek. W wyniku zderzenie się 2 rowerzystek nastąpiła kolizja zakończona otwartym złamaniem nogi. Teoretycznie niewiele mnie to już powinno obchodzić ,ale nie należę do osób, które po 20 latach znajomości skreślają całkowicie taką osobę, bo coś się zdarzyło. Teściowa zawsze była przyzwoita, więc dlaczego?

      Teraz dorzucamy jeszcze - awarię laptopa a następnie kosiarki i już domykamy sprawy. Oczywiście laptop czy kosiarka w porównaniu z innymi sprawami to pikuś- ot sprzęt zawsze można zmienić lub obyć się bez niego, gorzej ze zdrowiem. ...

19.

      Raz jeszcze sięgnęłam po twórczość Harlana Cobena- "Już mnie nie oszukasz". I tym razem muszę przyznać, że ta pozycja okazała się "w moim klimacie". Super się czyta, wartka fabuła, sporo ciekawych odniesień personalnych, trochę lubianego przeze mnie sarkazmu i w efekcie człowiek czyta, i czyta, i czyta ...aż skończy. Oderwać się nie można.

Tagi: 2017
16:42, 45gogula
Link Komentarze (6) »
wtorek, 16 maja 2017

               Pisałam w jednym z wcześniejszych wpisów, że mogłabym się zająć czymś innym niż kręcenie papierków, ale ...albo pogoda nie sprzyjała, albo owładnęła mnie niechęć do zajęć pożytecznych. Czas przeszły został użyty świadomie i celowo, bo nie dość, że wstęp odnosi się do przeszłych wpisów ale również "mogłabym" zmieniło się w "mogłam i zrobiłam".

        Na plan pierwszy poszło wnętrze samochodu. Niby tragedii nie było, ale teraz jest "prawie nówka". Jednak zanim doszłam do tego stanu wewnętrznej euforii .... . No więc tak... Głupotą jest posiadać w bagażniku wykładzinę dywanową. Bo za cholerę nie dało się jej doczyścić. Nawet tak sobie pomyślałam, że na filmach kryminalnych wszelkie zabrudzenia z bagażnika są bezkompromisowo usuwane, a ja nie mogłam się pozbyć kilku paprochów. Ale większość usunęłam. Jednak najgorsze było wtedy jeszcze przede mną.

       Jak już się kilka razy opisywałam, do ułomków nie należę - tak wzrostowo, jak i (niestety) wagowo. Owszem zdarzało mi się przegrzać, jadąc w aucie . Człowiek się lekko spoci, odparuje bo klima w końcu załapie właściwy rytm. Jednak ostatnio doszłam do wniosku, że chyba ja osobiście mam nawet ....tłusty oddech !!!  Po czym tak wnioskuję? No bo przecież z jakiegoś powodu te szyby wewnątrz były tak brudne- tłuste, że miałam problem z ich doszorowaniem. Wstyd?! Pewnie trochę tak, ale wcale nie wyglądały na brudne i od czasu do czasu je przecierałam wcześniej. "Wilgotne ściereczki do szyb" to można użyć do przetarcia co najwyżej... no nie ważne.  Dopiero płyn do szyb ( firmy od znanych myjek ciśnieniowych itp.) pomógł.

       Tak więc okazało się, że samochód jest czysty wewnątrz, ale ja zmachałam się bardziej niż przy osławionym kompostowniku. I wzmianka statystyczna.

18.

      Jak mi się wydawało , po raz ostatni zaliczam Lucindę Riley, tym razem w pozycji "Dom orchidei". Tak mi się wydawało, bo ostatnio pojawiła się nowa książka tej autorki i nie wykluczone, że też się zbliżymy. Lucinda Riley pisze według tego samego schematu , czyli akcja dzieje się : tu i teraz i tajemnica z przeszłości , tym razem gorąca Tajlandia. Podupadająca angielska arystokracja, tragedia i niespodziewana miłość.... no wiecie, jak jest . Najczęściej po wielu perypetiach kończy się schematem "żyli długo i szczęśliwie" .

       Przewidywalnie, ale ...to naprawdę rewelacyjnie się czyta, chce się natychmiast wrócić po zamknięciu książki ( wyłączeniu czytnika). A do tego można sobie odświeżyć różne emocje osobiste. A to uśmiech, a to łezka się zakręci, a to sprawy, które warto odnieść do siebie i przemyśleć... No fajne tot jest. Raz jeszcze polecam.

Tagi: 2017
15:02, 45gogula
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 15 maja 2017

             Jak to napisała wcześniej inna blogowiczka...mój dzisiejszy wpis można pominąć. Bo nie będzie w nim nic oprócz mojego zakręcenia. No wsiąkłam w tę robotę i chociaż mam już wszystko co mogłam wymyślić, wcale nie chce mi się porzucać tego zajęcia. Na sprzedaż internetową nie mogę się zdecydować, więc ...sama nie wiem.

Na razie z okazji zbliżających się świąt , ale także tych odleglejszych...

Na dzień matki:

 

   Na dzień ojca...?

      Na dzień dziecka ...

   Na dzień wszystkich kochających i kochanych, czyli na co dzień :-)

     Tak wiem, że nie wszystkie prace zaliczają się do poprawnych- np. filiżanka wymaga przeróbki i doprecyzowania , ale mimo wszystko wstawiłam, żeby było ku mojej pamięci, że nie wszystko potrafię ....

19:12, 45gogula
Link Komentarze (8) »