Rozważania różne współczesnej kobiety- daleko od mody, kuchni i jakiejkolwiek diety. Plotki o facetach, sporcie, autach i gadżetach.
Kategorie: Wszystkie | dla pełnoletnich | motoryzacja | sport | zdrowie
RSS
środa, 21 czerwca 2017

                Outdoor fitness- brzmi fajnie, elegancko i światowo, ale moja "gimnastyka na zewnątrz" polega ni mniej ni więcej, jak na cięzkim zap....... w ogrodzie.

        Piszę z nutką wulgaryzmu, bo gdyby to było zwykłe koszenie, podcinanie przebrzmiałych kwiatów a nawet pielenie to pół biedy. Jednak w te ostatnie dni trafiła się dużo cięższa harówka. Tak, że o przedwakacyjnym odpoczynku miałam okazję zapomnieć . Ok. pewnych faktów nie da się zapomnieć, zwłaszcza, że było jak było- czyli fajnie. Aee czas było wrócić i .... ostatnie 3 dni to dwugodzinna lub dłuższa gimnastyka ogólnorozwojowa.

        Najpierw wycinanie i wykopywanie niepotrzebnych chaszczy przy nieużytkach. Następnego dnia przycinanie tui. Niby jedna, ale tak wielka, że do tej pracy specjalnie musiałam kupić nową, wysoką drabinę z przedłużką. Na tych ponad 3 metrach mój lęk wysokości się jeszcze nie ujawnia, ale ...to była solidna wysokość z nożycami elektrycznymi w rękach , z odpowiedzialnością za zasięg i kształt cięcia oraz obawą , że jak spadnę to po mnie bo dookoła nic miękkiego. I tak kilkanaście razy w górę i w dół . Efekt nie powalający, ale czegóż wymagać przy obróbce 30 letniego okazu? W każdym razie wieczorem miałam problem nie tylko z chodzeniem, ale nawet a może przede wszystkim z podniesieniem do ust szklanki z herbatą. Dawno nie pracowało mi tak intensywnie tyle mięśni na raz.

       Kolejny dzień przeznaczyłam na cięcie bukszpanów ok. 20 letnich. I znowu nożyce w górę i w dół, i znowu drabina, i fitness jak cholera, ale po wcześniejszej tui teraz to już prawie luzik. Oczywiście w tzw. międzyczasie robiłam jeszcze trochę innych zabiegów w ogrodzie, a mamusia pomagała przytrzymując drabinę i sprzątając ścięte odrosty. Nie narzekam, ani się nie chwalę. Stwierdzam tylko fakt. Podniosę również pewną nowość w postawie mamusi- nie powiedziała nie, kiedy zasugerowałam, że w przyszłym sezonie trzeba będzie wziąć firmę ogrodniczą do takich prac?!

       Uff najpilniejsze potrzeby załatwiłam.

       Mimo zmęczenia udało mi się skończyć również kwiatek dla siostry- oczywiście "coś niebieskiego".

         A teraz o czytelniczej zaległości:

23.

      Kathryn Croft "Córeczka" formalnie należąca do kategorii thrillerów. Jeśli nawet tak, to jest to thriller typu soft. Delikatny, ale rewelacyjny. Trzyma w napięciu i chociaż ja dość wcześnie ogarnęłam temat "kto ? jak?" chociaż nie "dlaczego?" to jednak gorąco polecam. Całą narracja jasna i czytelna, ciąg zdarzeń bardzo wciągający, fabuła interesująca . Bohaterka w przeszłości traci córkę- sześciomiesięczna dziewczynka zostaje porwana. Po 18 latach młoda dziewczyna oświadcza, że się znalazła, że jest córką bohaterki i ponownie znika. Czy po tylu latach można sobie odpuścić sprawdzenie tej informacji? Oczywiście, że nie . Czy sprawa zostanie wyjaśniona ? Oczywiście, bo na tym polegają powieści, ale co jest między jednym a drugim...? Ja dość wcześnie powiedziałam, że "nie ma ludzi idealnych".

17:41, 45gogula
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 19 czerwca 2017

                 Wracając do mojego, naszego wyjazdu przedwakacyjnego, było naprawdę sympatycznie. Jak wyczytałam w komentarzu pod poprzednim wpisem lekkie zdziwienie wywołał fakt spędzenia czasu z rodziną.

       Otóż od czasu do czasu można. Ja kiedyś spędzałam każde wakacje i ferie właśnie z siostrą i jej najbliższymi. Powiem tak - szczerze jak najbardziej- z czasem okazało się, że mam przesyt . Nie wypadało zrezygnować, a jechać razem też mi się nie uśmiechało, bo ...stare żarty, stare nawyki, każdy każdego poznał na wylot. Teraz jednak było kilka lat przerwy i okazało się , że nie taki diabeł...itd. Było sympatycznie a czasami nawet przezabawnie.

       Ten skład osobowy wywoływał tylko jedno ograniczenie. Musiałyśmy z B. bardzo uważać co i jak względem siebie robimy. Ale nie był to ,aż taki problem. Nie wiem czy moja rodzina się domyśla naszych relacji, ale nawet jeśli to ....na 100 % nie wiedzą, no chyba, że teraz się dowiedzieli, bo nasze łóżko niemożebnie skrzypiało :-) Jednak można było trochę zwalić na psa, bo on wieczorami dostawał ADHD i skakał, i się bawił, i ...ja musiałam wielokrotnie "wstawać z łóżka", żeby go ogarnąć:-)

       Wobec tego, że trzeba było się pilnować sporo czasu wolnego spędzałyśmy w "kąciku czytelniczym. Tzn. wtedy kiedy nie byliśmy na plaży i nie rżnęliśmy w karty. Ja zaliczyłam 2 pozycje , tzn. jedną dokończyłam , a drugą połknęłam w całości.

22.

Charlotte Link " Obserwator" , autora zachwalać już nie muszę, ale ta pozycja z lekka mnie rozczarowała. Niby trzyma w niepewności , całkowicie zaskakujące zakończenie , ale jakoś tak ...no czegoś mi w tym brakowało . Ale może to tylko przesyt. O kolejnej , do tego bardzo dobrej powieści w następnym wpisie .

       A teraz na zakończenie małą anegdota . Nie wiem czy słowo pisane wywoła uśmiech w czytelnikach, ale na żywo owszem było zabawnie zabawne.

       No więc przejechałam już wtedy około 500 km. A 2 potem A1 , potem obwodnica Trójmiasta i tak na oparach koncentracji jedziemy sobie chyba przez Wejherowo. Wolno bo jakieś pielgrzymki idą. W pewnym momencie moja B. chyba się wyłączyła i straciła orientację w terenie więc pyta :

- A my teraz jedziemy...? - zawiesiła głos licząc , że ja dokończę -" przez miejscowość X" .

Ale przecież ten kto mnie zna wie, że nie mogłam sobie odpuścić nawet jeśli już było mi ciężko, więc błyskiem odpowiedziałam:

-Nie k..., pchamy ten samochód.

       Na szczęście moja kochana B. nie tylko że zaakceptowała mój betonowy dowcip, ale niewątpliwie czasami mam wrażenie, że uczeń przerósł mistrza. W każdym razie zrobiło się wesoło a mnie z lekka rozbudziło i bezpiecznie dotarłyśmy na miejsce.

Tagi: 2017
14:14, 45gogula
Link Komentarze (7) »
niedziela, 18 czerwca 2017

                   Było , fajnie było, ale szybko się skończyło.


        Zacznę jednak od początku, bo przecież nic o tym wcześniej nie pisałam, żeby "nie zapeszać". Otóż kiedyś przypadkiem dowiedziałam się , że moja siostra z mężem wybierają się nad polskie morze w okolicach Bożego Ciała. W dawnych, dawnych latach w tym czasie całymi rodzinami jeździliśmy na Mazury, ale było to "lata świetlne" temu. No więc powiedziałam, że ja też chętnie wyrwałabym się z domu,bo ileż można siedzieć w tych samych ścianach. Do tego wiadomo, że musiałabym wziąć ze sobą swojego "włochacza", a on lubi jeździć samochodem , ale tylko w towarzystwie mojej B. Inaczej świruje niemiłosiernie czy to na tylnej kanapie czy też z przodu.


         Szwagier mój ulubiony ( jedyny swoją drogą) zadzwonił do właściciela pensjonatu i zarezerwował nam również pokój - chociaż psów tam nie przyjmują ( mam na myśli włochacza a nie mnie, a tym bardziej B.). Nie wiedziałam do końca czy wyjazd dojdzie do skutku, bo wiadomo siostra swoje problemy zdrowotne ma i gdyby coś , to teges... Ale udało się . Siostra stwierdziła, że przed czekającą ją za kilka dni operacją chce się mimo wszystko zrelaksować w innym klimacie. Tak więc zebraliśmy się i wyjechaliśmy w czwórkę + pies.

         Ogólnie mogę powiedzieć, że ten wspólny tydzień był naprawdę bardzo fajny. Żadne z nas nie ma parcia na opaleniznę, więc upały nam nie były potrzebne, a pogoda co do zasady była fajna. Bez opadów, ciepło lub dość ciepło, słońca na tyle, że mimo wszystko trochę zmienił mi się odcień skóry. Szum morza , piasek pod stopami , spokój nadmorskiego miasteczka poza sezonem, świeże ryby ....Ehhh .

        Wypada dodać tylko jedną kwestię - okazało się, że w pewien sposób moja schorowana siostra okazała się najzdrowsza w całym towarzystwie. Skąd Ona ma taką kondycję? Skąd w Niej tyle pozytywnej energii? Sama nie wiem. Nasza trójka tj. ja, moja B i szwagier, po drugim spacerze nad morze padaliśmy na twarz, a ona chętnie poszłaby po raz trzeci, bo tam tak fajnie....

         No i na teraz chyba wystarczy . O szczegółach i zabawnych przypadkach napiszę zapewne w kolejnym wpisie, kiedy będę miała czas, bo już wiem ( mniej więcej dowiedziałam się tego w 2 minucie po powrocie), że wokół domu jest tyle do zrobienia, tyle do zrobienia, że ....nie zdziwcie się , że ponownie mogę na tydzień zamilknąć. No bo po co mamusia miałaby zapytać jak było?, czy odpoczęłam?, jak jej druga córka znosiła pobyt ?itp. No po co? Ważniejsze ile ona zrobiła "za mnie" i ile jeszcze przede mną....

15:30, 45gogula
Link Komentarze (7) »
wtorek, 13 czerwca 2017

                    Na szybko i jedynie informacyjnie . Nie pisałam wcześniej bo sama nie wiedziałam, czy uda mi się zrealizować plany.

           Udało się i uprzejmie informuję, że wspólnie z B. zrobiłyśmy sobie małe wakacje. Aktualnie spędzamy czas nad polskim morzem i jest fajnie. Niestety , mimo dostępu do internetu pisanie, komentowanie a nawet czytanie jest lekko utrudnione. Urządzenia mobilne są pomocne, ale nie idealne. Obiecuję nadrobić zaległości po powrocie . Wszystko przeczytam i zapewne coś od siebie napiszę i w ramach komentarzy i u siebie . A teraz wysyłam odrobinę słońca, duuużo wiatru i wraz z nim jodu dla zdrowotności.

 

21:43, 45gogula
Link Komentarze (6) »
środa, 07 czerwca 2017

                    Jako, że nie lubię siedzieć bezczynnie, a poza tym zajęcia manualne mnie odprężają i pozwalają zapomnieć o problemach, to staram się cały czas coś tworzyć.

      Niestety lampiony i obrazki quillingowe furory nie zrobiły- może były zbyt mało wysublimowane, a może zwyczajnie nie było okazji- więc chwilowo kręcenie papierków porzuciłam. Jednocześnie odzwyczaiłam się od papierowej wikliny, a gdy chciałam wrócić stwierdziłam, że to zbyt brudne ( dosłownie) zajęcie .

       Nie powiem, żeby w ogóle nie znalazła chętnych na quilling, bo kilka znajomych i zaprzyjaźnionych osób chętnie i chyba z prawdziwą radością zażyczyło sobie tego czy owego. Ale szału nie było. Może na Boże Narodzenie wrócę do tematu. Jednak jedna, z zafascynowanych rękodziełem jako takim, osób przy każdej okazji wspominała mi o tym, że uwielbia kwiaty rękodzielnicze. Wszystko jedno jaką techniką wykonane- bibuła, czy wstążka.

        Powiedziałam o tym mojej B., która potwierdziła zdanie w/wym. że niewątpliwie sobie z tym poradzę. A że Ona lubi przeglądać internet w poszukiwaniu ciekawostek rzuciła pomysł kwiatów z rajstop, jako że temat nie dość jeszcze oklepany. Wspólnie zachwycałyśmy się różnymi robótkami, które jak dla mnie bywają zwyczajnie arcydziełami ręcznej roboty.

         Skoro czytacie to wiecie, że mnie dwa razy powtarzać nie trzeba i w ten sposób popatrzyłam, poczytałam, posłuchałam i spróbowałam. Od razu dodam , że to pierwsze moje próby więc i technika jeszcze nie dopracowana, i koncepcyjnie to jeszcze nie apogeum. Wstawiałam jednak inne moje prace więc i te pokażę.

kwiat z rajstop

   Jakby nie można było rozpoznać, to ma być hiacynt.

               Prawie storczyk.

     Róże, które jeszcze nie są bukietem tylko pojedynczymi kwiatami, a pojedynczo wygląda to tak.


14:39, 45gogula
Link Komentarze (7) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 85