Rozważania różne współczesnej kobiety- daleko od mody, kuchni i jakiejkolwiek diety. Plotki o facetach, sporcie, autach i gadżetach.
Kategorie: Wszystkie | dla pełnoletnich | motoryzacja | sport | zdrowie
RSS
sobota, 22 lipca 2017

              Minął kolejny wakacyjny tydzień. Celowo piszę "wakacyjny", bo miałam "letnika" w domu.

      Jak to powiedział mój syn, wrócił z miasta na wieś na wakacje. Pogoda, zapewne jak w całej Polsce, zdecydowanie zmienna, więc Młody zrozumiał co znaczą memy i inne satyry mówiące o tym, że pogoda jest zawsze wtedy, gdy człowiek jest w pracy, a kiedy ma urlop to pada. I kolejna jego złota myśl ..."miałem któregoś dnia pojechać sobie nad wodę, a tu woda przyjechała do mnie".

       No więc skoro miałam u siebie letnika , to byłam bardziej zajęta domowo, ale tym razem przeżyłam to spokojniej. Oprócz szykowania śniadań, obiadów, prania i prasowania -była okazja pobyć razem, pograć w kości czy karty, podyskutować, chociaż syn zdecydowanie najlepiej się czuje w tematach politycznych . A że mówić przez ostatnie dni było o czym, bo przecież trochę się działo, to jakoś szybciej nam czas zleciał.

      Nie wiem po kim On to ma , ale błyskawiczna ironia, sarkazm, riposta, czy jakkolwiek chcemy to nazwać to jego domena. Gdy protestujący zaczęli krzyczeć "wolne sądy" , Młody bez zmrużenia okiem odparł, "...no przecież miały być szybkie, bo wolne już są" .

       Poza tym nadal zawijam, jak świstak sreberka, swoje rajstopki na drucikach. Jeśli coś z mojej pracy ubywa w to miejsce pojawia się coś następnego. Na ten przykład takie, chociaż nie wiem do czego to jest podobne...?

        Ale w sumie czy to ważne, skoro nowemu właścicielowi się podobało , że aż to było widać.

        No i na specjalne zamówienie takie coś ...

               Dorobiłam do tego specjalny "pojemniczek" z patyczków do lodów . Nie, oczywiście, że nie zjadłam ich aż tyle, patyczki można zakupić. W każdym razie dość wdzięczny materiał. do tego typu prostych ( jak na razie w moim wykonaniu) konstrukcji.

poniedziałek, 17 lipca 2017

                      Przyszedł czas na drobne podsumowanie. Jak zauważyłam pisanie o "kłopotach rodzinnych", zwłaszcza tego typu jak u mnie, może wywoływać pewne problemy u czytających. Niestety ja traktuję pisanie , również tutaj, jako część terapeutyczną, więc od czasu do czasu muszę, się też pożalić. Przykro mi, ale tak jest i zapewne będzie.

      Wracając do podsumowania. No więc po rozdzierającym serce widoku siostry, która nie tylko z bólu, głodu , ale i zwykłego ludzkiego żalu płakała, szlochała, zanosiła się spazmami i odmawiała pomocy, w końcu po kilku wymianach zdań z moją niezawodną B. , na siłę odtransportowałam ją do szpitala. Ale o tym już pisałam. Nie pisałam tylko, o fakcie, że ta moja uparta siostra się niemal na mnie obraziła, bo "nie daję jej umrzeć w domu".

       Po tygodniowym pobycie na specjalistycznym oddziale polepszyło jej się na tyle, że mogła wrócić do domu. Nie chcę się skarżyć, ale dobrze. Dojazdy do niej , żeby chociaż przez 1-2 godziny pobyć razem, to 6 godzin w ciągu dnia. Ale widać było, jak jej się robi lepiej, gdy ktoś z najbliższych był z nią. My zaś rozpisaliśmy sobie grafik i na zmianę zwyczajnie byliśmy.

        Gdy zrobiło się już na tyle dobrze, że wiadomym było, że będzie dobrze wszyscy odetchnęli. Chociaż nie zapytałam mojej "optymistycznej inaczej" mamusi, co ona na to, bo przez te dni bardziej lub mniej oficjalnie opowiadała, że siostra ze szpitala nie wyjdzie już. Nie chce mi się jednak strzępić języka na takie głupoty, jak w jej wykonaniu.

        Był też czas na oddech, a dla mnie nawet na odwiedziny u mojej B. Od czasu pobytu na wakacjach nie widziałyśmy się osobiście przecież ( w tajemnicy dodam że pewnie za niedługo znowu uda nam się wyskoczyć nad Bałtyk na parę dni). Nie była to długa wizyta, ale jak zawsze bardzo miła i ekscytująca. Dodam, że wcale tak się nie zanosiło, bo ....dostałyśmy zwyczajnej głupawki. A w takim bezbrzeżnym ataku śmiechu często trudno się skoncentrować na innych doznaniach. Pewnie takie zachowanie to odreagowanie tygodniowego stresu . Koniec końców, było sympatycznie . Ale jak nie dostać ataku śmiechu gdy B. oznajmia że nie kupiła przedmiotu X bo...ciągle o nim pamięta ale zapomina. Jedno szybko wypowiedziane zdanie z dwoma zaprzeczeniami ...super:-))).

        A na koniec nowa produkcja - jak powiedziała mamusia - po co tak, jakieś żałobne to. A dla mnie fajne i abstrakcyjne prawie.

kwaity z rajztop

kwaity z rajztop

wtorek, 11 lipca 2017

                Wreszcie trochę się uspokoiłam. Jest trochę lepiej, a przynajmniej nie tak tragicznie, jak ostatnio.

        Przy okazji dowiedziałam się , że istnieje anoreksja onkologiczna?... nie wiedziałam, bo nie miałam potrzeby wiedzieć. Dowiedziałam się, że w wyniku nerwicy może dojść do ostrej niedrożności jelit, która ( jak w naszym przypadku) prowadzi do równie ostrego odwodnienia organizmu, a towarzyszące objawy dalej nakręcają sprężynę anorektyczno-niedrożną , że tak to nazwę.

        I całe szczęście ( przy aktywnym udziale mojej B.), że niemal przy użyciu sił fizycznych udało mi się w końcu zadecydować, podnieść z łóżka i zawieźć, gdzie trzeba w celu udzielenia pomocy. A swoją drogą - moja siostra jest tak uparta a przy tym nieogarnięta i niereformowalna, jak przedszkolak. Więc ostatni tydzień był naprawdę ciężki.

        Stres, rozważania co dalej, konsultacje z lekarzami i przede wszystkim dojazdy do szpitala, które też swoje robiły. Nie jest idealnie, ale lepiej. Może w końcu uda się spokojnie przespać noc.

26.   A gdy nie mogłam spać to udało mi się przeczytać , nie zgadniecie... Remigiusza Mroza " Wotum nieufności".

        Powieść z gatunku political fiction rozgrywająca się u nas, w naszym grajdołku. Wszystko co zawarł autor mogło się zdarzyć , mogłoby tak właśnie być . Jedna rzecz tylko mi tu nie pasowała, ale akurat w tym przypadku rozumiem autora. Dość specyficzne dane personalne bohaterów. Jednak rozumiem , że posłużenie się jakimiś bardziej popularnymi nazwiskami prowadziłoby zapewne do nadużyć interpretacyjnych w odniesieniu do zdarzeń realnych. A tak trudno wskazać czy któryś bohater ma swojego odpowiednika? Moim zdaniem R.Mróz świetnie uniknął tej pokusy. A poza tym , jak wynika z powieści- wszystko można zorganizować tak, żeby było dobrze, pozytywnie dla tych, dla których pozytywnie ma być. Nie ma haka na przeciwnika, a nawet "swojego", to zawsze' można go stworzyć, byle się to politycznie opłacało.

Tagi: 2017
18:16, 45gogula
Link Komentarze (7) »
niedziela, 09 lipca 2017

   Pod moim poprzednim wpisem pojawił się bardzo trafny komentarz od kury.d... Trzeba być i trzymać za rękę . I to mi pozostaje i to robię, a przynajmniej tak mi się wydaje

.

czwartek, 06 lipca 2017

            Nawet nie spróbuję pisać, bo aktualnie moje pisanie byłoby i smutne, i pełne żalu, i musiałoby się pojawić kilka wulgaryzmów i sama nie wiem co jeszcze.  Krótko - już wiem jakie to uczucie, gdy się mówi, iż "na sam widok serce pęka". Wiele sytuacji jest bulwersująco smutnych, ale są też takie kiedy człowiek czuje, że serce nie wytrzyma, a musi....

      Dlatego też relaksuję się przy swoich robótkach i co najwyżej właśnie je będę przedstawiała. Nie chodzi mi o zachwyty czy podziw, a jedynie zaakcentowanie , że bywam tutaj.

Na początek zaległości, czyli kwiaty bez szyszek.

    I dwie nowości...

 



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 87