Rozważania różne współczesnej kobiety- daleko od mody, kuchni i jakiejkolwiek diety. Plotki o facetach, sporcie, autach i gadżetach.
Kategorie: Wszystkie | dla pełnoletnich | motoryzacja | sport | zdrowie
RSS
wtorek, 04 grudnia 2018

                    No nie dało się dalej funkcjonować. To, że dowiedziałam się, iż stopa ma prawo boleć, bo jest w opłakanym stanie, nie ulżyło w moich cierpieniach.

        B. niemal codziennie napominała, że nie jest pewne, iż dolegliwości, które same przyszły to i same pójdą, a poza tym powinnam skończyć ze swoim masochizmem i iść do specjalisty. Poszłam. Jak dobrze obliczyć moja noga, a dokładniej stopa, wyrwie mi z kieszeni minimum 500zł i oby tylko dało się potem funkcjonować.

        Wizyta u ortopedy tylko prywatnie, ale za to szybko kompetentnie, miło i drogawo. Diagnoza...oczywista - zwyrodnienia spowodowały stan zapalny rozścięgna podeszwowego, czy jakoś tak. Nic wielkiego, ale trzeba poddać się fizjoterapii , bo leczenia, jako takiego na to nie ma, można tylko złagodzić objawy. Fizjoterapia - tylko prywatnie i jeszcze drożej, ale jestem już po 1. zabiegu. Uznano, że tak poważne zmiany najlepiej potraktować falą uderzeniową. Okej. Niech będzie fala, byle tylko nie zmiotła mnie z powierzchni ziemi.

         Nie zmiotła, ale wrażenie ...hmmm... osobiście opisałabym to tak: boli cię jakieś miejsce, więc wepchniemy tam nieduży śrubokręt gwiazdkowy i jednocześnie pukniemy w niego młotkiem i tak raz za razem przez ponad 5 minut. Nie jestem pierwsza, która miała taki zabieg, ale dla mnie to nowość i przyznam, że dość dziwne przeżycie dlatego je opisuje wszem i wobec. Pani fizykoterapeutka oświadczyła, że ta metoda szybko pomoże zwalczyć ból. Owszem tuż po zabiegu było mi lepiej. Na tyle lepiej, że korzystając z dość przyzwoitej pogody umyłam 2 okna. Teraz noga znowu boli jak jasny gwint. Za dwa dni kolejny zabieg, podobno będzie już lżej.

       Ale żeby nie było ... to tylko jedna strona medalu, bowiem Pan ortopeda zaniepokoił się bardziej tym, że mam bardzo spuchniętą nogę i jego zdaniem to nie jest efekt tego chorego rozścięgna podeszwowego, bo opuchlizna jest tylko na podudziach a stopy "elegancko zdrowe". A opuchlizna jest - zwłaszcza na jednej nodze- bardzo duża. I wiecie co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? Ja w sumie tego nie zauważyłam, ale gdy w gabinecie lekarz chwycił mnie lekko za nogę, żeby zbadać stopę , to miałam potem "piękne kratery" po jego palcach. I została mi kolejna misja do wykonania, czyli znaleźć szybko przyczynę tej opuchlizny.

        Szybko? Serio? Dzwoniłam do przychodni...termin do mojej Pani doktor po Nowym Roku. Wolałabym jednak iść do niej skoro wszystko pilotuje z tym moim zdrowiem to niech dalej mnie prowadzi. Może się jakoś uda wkręcić .

         Nie, to nie tak, że się żalę , umartwiam nad sobą, szukam pocieszenia, czy wylewam swój pesymizm na bloxa. Wbrew temu co przeczytałam w jednym z komentarzy optymizmu mi wcale nie brakuje, tylko czasami nie wszystko mi wychodzi , ale jak już wszystko zdrowotnie ogarnę ....

17:41, 45gogula
Link Komentarze (5) »
sobota, 24 listopada 2018

                    Tak, jak przewidywałam a zarazem uprzedzałam, listopad okazuje się być bardzo obciążającym mój komfort czasowy.

       Część badań już wykonałam i jeden wspólny wniosek, jaki można wyciągnąć bez konsultacji z lekarzem, to ewidentnie dopadła mnie choroba zwana "peseliozą". No nie powiem, trochę to wcześnie w mojej ocenie, ale jednak. W najgorszym stanie są moje stopy, aż dziwne, że przed 50-ką - no dobra to już na dniach ta 50-ka, ale to tylko półwiecze. Co będzie za 10 lat - jeśli uda się dożyć? W każdym razie dużo zmian zwyrodnieniowych, dużo zmian chorobowych - no więc miało prawo boleć i boli nadal, chociaż już mniej.

       Zrobiłam badania krwi i nareszcie są w miarę poprawne poza stężeniem witaminy D, ale to da się naprawić. Spirometria też za mną, a główne parametry wydolnościowe ponad 100%. Zawsze twierdziłam, że "mam czym oddychać", co jedynie wiąże się z problemami przy zakupie bielizny, ale spoko. Na wynik TK natomiast czekam.

       Między badaniami odwiedziłam moją B. spędzając miłe chwile a będąc w stolicy odwiedziłam też na chwilę syna, któremu podrzuciłam rzeczy na zimę, bo chyba cieplej to już chwilowo nie będzie. Od B. dostałam trochę owoców pigwowca, więc w tzw. międzyczasie zajęłam się jeszcze obróbką tych owoców, sok się już robi i tylko ja jeszcze nie zdecydowałam czy zostawię sok do herbaty, czy ...zaleję wysokoprocentowym alkoholem dla smaku:).

       Dla relaksu znowu układam puzzle i czytam, nadal dużo. Po kilku kursach do serwisu czytnik, jak dotychczas, działa dobrze, więc korzystam. Czy ktoś czytał "Ósme życie. Dla Brilki" Nino Haratischwili?

       Ja przeczytałam i byłam pod wrażeniem. Takie powieści obyczajowe to ja lubię . Poleciłam nawet do przeczytania tę powieść mojej B., ale na razie wrażeniami się nie podzieliła- jest w trakcie lektury.

        Tak jak wcześniej połykałam kolejne tomy "Zemsty i przebaczenia" Joanny Jax, tak teraz było podobnie. Uwielbiam, jak w powieść obyczajową wplecione są zdarzenia historyczne, nie tylko na "surowo", ale przez pryzmat bohaterów. Tutaj mamy okazję zapoznać się z fragmentem historii Gruzji, jako kraju wolnego, kraju związkowego i kraju starającego uwolnić się od wpływów Rosji. Ale nie tylko to mnie urzekło. Chwilami miałam wrażenie, że czytam zwykły, rozbudowany pamiętnik prowadzony jakby zapis na blogu, by po chwili niezauważenie styl zmienił się wręcz w bajkowy. Takie to miałam wrażenie. Ktoś? Coś?

15:43, 45gogula
Link Komentarze (10) »
czwartek, 15 listopada 2018

                        Dzisiaj opiszę swój kolejny gadżet czyli wyciskarkę do soku PerfectJuice Elektrolux ESJ4000.

wyciskarka Elektrolux

               Dlaczego ją kupiłam? Dla zdrowego żywienia :)))

              Ok. Była akcja taka, że siostra przebywając w szpitalu miała sugestię nie do końca medyczną, - żeby pić sok buraczano-selerowy. Ja zresztą też wielokrotnie byłam namawiana przez moją B., żeby chociaż pić sok z buraków, bo on może być pomocny do leczenia mojej anemii. Skoro nie lubię wątróbki (chyba, że mocno przetworzona,a taka nie ma już swoich właściwości żelazowych), a na szpinak to "potrafię szczekać", więc chociaż buraki może....?

          No więc dla podbudowy przez siostrę właściwości krwi (buraki) i dla działań detoksykacyjnych (seler) robiłam Jej soki dorzucając do tego trochę marchewki i rzodkiewki, bo oczywiście sok dwuskładnikowy dla niej był beeee, a ja polubiłam takie soki . Wyciskarka sprawuje się bardzo dobrze. Jest dość cicha - no chyba że wyciska buraki, wtedy jęczy jak duchy na zamku, ale jabłka , marchewkę, rzodkiewkę ciśnie cichutko i do cna. Wiórki wydostają się suche, a soku jest naprawdę dużo nawet z rzodkiewki. I fajne jest to, że sok leci w jeden pojemnik a odpady w drugi.

            Jeden pojemnik jest przykrywany, a sok w lodówce może śmiało stać 3 dni bez straty smakowo-zapachowej. Przyznam szczerze, że gdy po 4 dniach wypiłam codzienną szklaneczkę soku, też nic mi nie było. Tak więc co pewien czas kupuję 4-6 buraków ( w zależności od wielkości), 2-3 marchewki, 3 jabłka ( nie zawsze mam rzodkiewkę) i robię sok- dla zdrowotności.

              Niestety nie jest to urządzenie bez wad. O ile owoców i warzyw nie trzeba mocno szatkować, bo otwór do podawania produktów jest dość duży, o tyle ...obierać i myć je trzeba. Po zrobieniu soku trzeba też umyć kilka elementów wyciskarki, jednak porównując to do mojej starej tradycyjnej sokowirówki, to zmywanie teraz jest o połowę mniej absorbującą czynnością.

         Oczywiście dotychczas korzystałam z wyciskarki jedynie w tradycyjnym zakresie, ale może w okresie letnim przyda się  do robienia lemoniady, bo przecież można w niej wyciskać również zioła , a to w lemoniadzie podstawa:)

       Dla syna ( który warzywa bardzo lubi - oglądać) robiłam zwykłe soki marchewkowo-jabłowe z bananem lub marakują. Też dobre, chociaż wiadomo owoce miękkie nie wyciskają się na wiór , ale i tak sporo tego banana czy marakui się odcisnęło.

        No i tak to wygląda. Raz w tygodniu bombę - no może bombkę- witaminową sobie robię i potem kilka dni po szklaneczce, po szklaneczce....

poniedziałek, 12 listopada 2018

                  Średnio 2-3 razy w miesiącu moje Kochanie przypomina mi, że powinnam w końcu zadbać o siebie. No i ma rację, gdyż słusznie B. przypomina, że w przeciwieństwie do mojej mamusi ja córki nie mam, siostry nie mam, a syn- jak to facet może będzie pomocny a może nie za bardzo, że o synowej nie będziemy wspominać. Będzie albo nie będzie , a jak będzie to wcale niekoniecznie do zajmowania się mną jako teściową.

        No to się wzięłam. Zrobiłam kontrolne badania, które miałam zrobić już jakieś 2-3 miesiące temu i zapisałam się do lekarza. Z badań krwi sama wyczytałam, że po pół roku faszerowania się żelazem ledwie zahaczyłam o dolne granice normy tak hemoglobiny, jak i ferrytyny. Niby jest lepiej, ale ja tego nie odczuwam. Dobra ferrytyna powinna być na poziomie 60-80 jednostek a ja mam 15:))) Spoko, to i tak lepiej niż ostatnio, gdy było ledwie 7 jednostek, przy minimum 11.

       Jak to stwierdziła Pani doktor "normalnie czyste szaleństwo z tym moim przyswajaniem żelaza". W każdym razie zdecydowała a zrobieniu kolejnej serii badań kontrolnych i przesiewowych, na które z racji okrągłej rocznicy urodzin ( w sumie już na dniach) się łapię. Ale zaczniemy od Rtg stóp.

        I tu taka ciekawostka.... Wiecie, że w naszym społeczeństwie mocno katolickim i mocno wierzącym istnieją różne przesądy...?!

        Do przesądnych nie należę, ale teraz zaczyna się zastanawiać, czy te przesądy, które wywodzą się z jakichś ludowych obserwacji, nie mają w sobie trochę mądrości. Czytając czy są jakieś "zalecenia" ile czasu po pogrzebie kwiaty powinny zostać na grobie, dogrzebałam się do wielu różnych zabobonów. Kwiaty podobno miały być przez miesiąc - zgodnie z sugestią obsługi pogrzebowej. Ale ja nie o tym. Otóż wskazywano, że na pogrzeb zwłaszcza bliskiej osoby nie powinno się iść w nowych butach. Ja poszłam. A teraz muszę robić rtg stóp, bo te  (zwłaszcza jedna) odmawiają mi posłuszeństwa. Pewnie to tylko ostrogi się ujawniły w nowych butach, ale powiązanie z zabobonem... Sama nie wiem.

        Wracając do wizyty lekarskiej. Mam nadal pochłaniać żelazo i robić kontrolne badania ferrytyny. Mam zrobić spirometrię, badania na poziom m.in. wit.D , TK klatki piersiowej i brzucha, gastroskopię, USG kilku narządów i zaliczyć wizytę u lekarza "dowcipnego". Wygląda na to, że w listopadzie nudzić się nie będę , w grudniu będę miała czas na sprzątanie mieszkania a w styczniu druga tura badań - tych na które nie załapałam się w listopadzie. Ufff....

13:39, 45gogula
Link Komentarze (5) »
czwartek, 08 listopada 2018

                  Ostatnio B. przyjechała do mnie. Super . Lubię kiedy mamy trochę więcej czasu dla siebie , ze sobą. Nie zawsze wszystko może iść idealnie (tak właśnie było tym razem), ale i tak bardzo się z tych wizyt cieszę.

       Oprócz zwyczajowych spraw , tym razem postawiłam na film. Mogę tutaj wspomnieć o kolejnym nowym sprzęcie, który jakiś czas temu pojawił się u mnie. Wymieniłam telewizor. Przesiadłam się z 42 cali na 55 w wersji 4K z tymi wszystkimi współczesnymi bajerami typu smart TV. Wybór padł na LG OLED55B7V. Poprzedni telewizor był tej samej marki, a że nie mogłam narzekać na jakość sprzętu LG, to zostałam przy tej firmie.

        Mogłabym opisywać jak świetny jest obraz, dźwięk , funkcje itd. , ale nie o tym chciałam pisać (telewizor naprawdę super). Mam telewizję z jednej z platform cyfrowych, ale mimo kilkuset kanałów czasami nie ma co obejrzeć. I tutaj z pomocą przychodzi funkcja smart- biblioteka internetowa z platformy cyfrowej czy Youtube lub innych płatnych serwisów. W każdym razie (o ile internet działa, bo światłowodu nie mam) to w TV wszystko śmiga. Wykorzystując zasięg postanowiłam razem z B. obejrzeć film, do którego już jakiś czas się zbierałam.

        "Tamte dni, tamte noce" w reżyserii Luki Guadagnino, który oparty jest na powieści pod tym samym tytułem, a której autorem jest Andre Aciman. Książkę przeczytałam już jakiś czas temu a teraz skonfrontowałam ją z obrazem filmowym.

        Oczywiście niektórzy zauważą przede wszystkim kontrowersyjną tematykę, czyli film o rodzącym się uczuciu między młodym 17 letnim chłopakiem, a mężczyzną równie młodym, między osobami, które z pozoru nie są homoseksualne albo przynajmniej takie wrażenie robią, które skrywają swoje uczucia dając co najwyżej drobne znaki o niejednoznacznym charakterze. Ostatecznie to uczucie jednak rozwija się, dochodzi do skonsumowania związku. Bez wyraźnej dosłowności, ale jednoznacznie pokazanego. Mnie zachwycił klimat scenerii. Malownicza okolica, urokliwe miasteczka, ciekawe życie prowadzone przez bohaterów. Naprawdę wszystko to tworzyło świetny klimat.

        W mojej ocenie film bardzo dobry, oddający istotę powieści, ale i tak wolę książkę. Po seansie wieczornym, następnego dnia z biblioteki wybrałam klasykę klasyki (w mojej ocenie), czyli mający już swoje lata film pt."Ludzie honoru". Ten i inne z mojego katalogu klasyki oglądam wielokrotnie z takim samym zaangażowaniem.

20:47, 45gogula
Link Komentarze (7) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 91