Rozważania różne współczesnej kobiety- daleko od mody, kuchni i jakiejkolwiek diety. Plotki o facetach, sporcie, autach i gadżetach.
Kategorie: Wszystkie | dla pełnoletnich | motoryzacja | sport | zdrowie
RSS
sobota, 06 października 2018

                      46/13, bo właśnie tyle wyszło z moich obliczeń. W zasadzie powinnam napisać zgodnie z aktualnie panującym trendem, że to 46+. Dodawane są te " +" do różnych , czasem dziwnych produktów i tylko szkoda, że nie zawsze albo też nie dla wszystkich okazują się to "plusy dodatnie". Ja jednak śmiało mogę do swojej liczby dodać plusa, bo że 46 to na 100% wiem, ale pamięć, jaka jest , każdy wie.

         Przechodząc zaś do wyjaśnienia tej matematyki ...ostatnio konkretnie o książkach pisałam 01.09.ubr., czyli troszkę ponad 13 miesięcy temu. Od tamtego czasu przeczytałam nie mniej niż 46 książek. Podliczając swoje osiągnięcia , stwierdziłam: "myślałam, iż będzie tego więcej". Moja B. skwitowała to krótko- powiedz,  to tym, którzy wcale nie czytają. Niby racja, bo to ponad 3 książki na miesiąc, a to już robi wrażenie.

         Uspokajam. Nie mam zamiaru opisywać tego co przeczytałam, chociaż byłoby o czym pisać przez kolejne 13 miesięcy:)) Ale co nie bądź napiszę.

         Skończyłam cykl o policjantach z Lipowa autorstwa Katarzyny Puzyńskiej ( 4 tomy). Całość godna polecenia .

          Z wartych przeczytania w mojej ocenie są książki Wojciecha Chmielarza : 5 tomów o komisarzu Mortce, 2 - cykl gliwicki i najbardziej interesująca powieść "Żmijowisko".

          Kiedyś pisałam, że polscy wydawcy powieści J.L.Horsta o komisarzu Wistingu wydają "od ....strony", ale doszli już do początku , więc po przeczytaniu wcześniej tomów 7,8,9 .... przyszła kolej na 6 pierwszych. Lubię kryminały norweskie a te fajnie się czyta, więc też na plus.

          Dla odmiany skusiłam się kiedyś na 1. część cyklu Joanny Jax "Zemsta i przebaczenie" i potem nie było już "zmiłuj" poszły wszystkie, bo tak fajnej powieści obyczajowej dawno nie trafiłam. Gorąco polecam każdemu kto lubi książki obyczajowe i nie straszne mu mroczne czasy II wojny światowej. Rewelacyjna lektura i to nie jest tylko moje zdanie. Podobne odczucia miały : moja B. i moja siostra.

          Z pozycji godnych odnotowania dorzucam "Na skraju załamania" B.A. Paris - podobnie dobry thriller psychologiczny, jak ten "Za zamkniętymi drzwiami".

          A poza tym skończyłam dwie serie R. Mroza (+4) , Alex Kava z serią o Meggi O`Dell (+11) i trochę innych pojedynczy pozycji mniej lub bardziej rozczarowujących w mojej ocenie.

14:05, 45gogula
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 października 2018

                  Muszę się przyznać, że kilka razy zbierałam się do powrotu na blog. Zawsze jednak dochodziłam do wniosku, że okoliczności są takie, iż -chcąc nie chcąc- nie potrafiłabym pomijać opisywania sytuacji rodzinnej, tej która była tak absorbująca i tak przykra jednocześnie.

         I w zasadzie niewiele się zmieniło, a nie chciałabym obciążać otoczenia takimi przeżyciami. Z drugiej strony rozmyślałam czy może jednak nie powinnam opisać sytuacji, przeżyć, emocji. Bo to przecież też życie. Bo właśnie to było moim udziałem. Z drugiej strony nachodzą mnie wątpliwości, że może takie wpisy kogoś bardzo zdołują, albo chociażby wpędzą w pesymizm. Nie można przecież wykluczyć że jeden czy drugi wpis przeczyta osoba również chora i zbytnio weźmie to do siebie, uzna za osobistą perspektywę, czego osobiście byłam świadkiem przebywając w placówkach medycznych .

         Tak więc ...cóż miałabym pisać , oprócz tego, że nadal dużo czytam wieczorami, że zarzuciłam swoje robótki z wikliny, rajstop czy papierków, że oddech i spokój znalazłam w układaniu puzzli ?

        Mogłabym dodać co najwyżej, że udało się zaliczyć krótkie wakacje. Nad polskim morzem byłyśmy z B. oraz z moją siostrą, która - no właśnie, aż ciśnie się do wpisu wzmianka, że siostra oficjalnie powiedziała, że "pojechała się pożegnać z ukochaną plażą". Nawet gdybym pisała, że zmieniłam samochód, to też ( chociaż moja pasja do nowości i gadżetów jest silna) musiałabym wpleść historię siostry, bo to był mocny, wręcz przeważający impuls w wymianie auta.

        No nie da się ominąć TEGO tematu. Tak więc...jeszcze myślę, czy i co pisać . Blog bowiem miał być o gadżetach i facetach a niewiele z tych planów wyszło.

20:30, 45gogula
Link Komentarze (2) »
wtorek, 02 października 2018

Dzień dobry/dobry wieczór .
          Tak długo nie zaglądałam i nie pisałam na bloxie, że w końcu
dotarła do mnie informacja o planowanym usunięciu mojego
konta. No i zrobiło się trochę szkoda, bo że ewentualnie zamkną
to ...taka kolej rzeczy. Jednak szkoda byłoby kilku tekstów, których
nie skopiowałam i sobie nie zapisałam, a w mojej ocenie były całkiem
fajne. Postanowiłam zatem zaznaczyć swoje istnienie, a może nawet
wrócić do pisania.
            Ostatni rok był trudny, ale były też momenty fajne i sympatyczne.
W każdym razie ...zaangażowałam się dość mocno w opiekę nad siostrą,
a to zajęcie długimi momentami było nad wyraz absorbujące i wyczerpujące- z
wyraźnym podkreśleniem dla słowa "BYŁO". Jak to swego czasu powiedziała
Pani doktor:  "cuda się zdarzają, ale nie aż takie". Sama prawda.

              Niespełna miesiąc temu pożegnaliśmy moją siostrę, a ja powoli,bardzo powoli dochodzę
do siebie przy pomocy mojej B.
              Reasumując : siostra przegrała swoją walkę ,nadal jestem z B., mamusia nadal
upierdliwa, syn nadal studiuje na wygnaniu (ostatni rok) a pod ręką mam swojego futrzaka.
To tak informacyjnie ode mnie, na nowy początek.

18:39, 45gogula
Link Komentarze (8) »
sobota, 20 stycznia 2018

               Jakby to powiedzieć ? Żyję, ale co to za życie? Można w sumie i tak.

              Niby niewiele zmian, ale emocjonalnie i mentalnie jestem na dnie. Moja B. (nadal jesteśmy razem) już dawno na mnie niemal nakrzyczała, że powinnam coś napisać, przynajmniej się pożegnać, czy chociaż wstawić słowo o zawieszeniu pisania. Nie wiem czemu, ale nie mogłam, nie mogłam się zebrać.

       Jednak wobec powtarzających się nielicznie sygnałów  chociażby o "danie znaku życia" , postanowiłam się odezwać.

       W moim życiu niewiele się zmieniło. Nie przybyło, nie ubyło. Syn się jeszcze nie zamierza ożenić, chociaż rzadziej zagląda do domu . Jak twierdzi nie ma czasu bo egzaminy, kolokwia i praca. A może tak jak ja szybko się odzwyczaił? Siostra...jeszcze próbuje walczyć, ale....jest to koszmar, który i mnie zjada. Został tylko cień człowieka w totalnych męczarniach i raczej bez widoku. Jak powiedziała jej lekarka teraz już tylko cud, ale jeśli tenże nie nadejdzie w kilku najbliższych tygodniach.... I w sumie nie wiadomo co lepsze...? Dlatego naprawdę nie mam sił, nie mam energii , nie chce mi się.Bezsilność zabija.

       Jak napisałam z B. nadal jesteśmy razem i to mnie jedynie trzyma w jako takim pionie.

       Mamusia popada w demencję, może trochę się pieści, może z tych wszystkich problemów jest to rodzaj szantażu- wymuszenia opieki, zainteresowania. Nie wiem. Ale ona też jest bardziej absorbująca niż wcześniej.

       W międzyczasie ja też trafiłam do szpitala na zabieg operacyjny, ale na szczęście na chwilę tylko tam byłam. Co prawda powinnam poddać się drugiej części tego zabiegu, ale chyba nie mam sił nawet na to. Zagrożenia nie ma, więc poczekam.

      Czytam(dużo), robię robótki, zajmuję się domem- głownie żeby nie myśleć. I takie to moje życie.

       Nie obiecuję, że będę pisała. Nie mogę również obiecać, że nadrobię zaległości na blogach znajomych. Więc przepraszam, ale nie dam rady.

13:55, 45gogula
Link Komentarze (11) »
piątek, 08 września 2017

                   Nie wiem, czy już pisałam, ale sąsiadka postanowiła wyciąć wszystkie tuje rosnące wzdłuż parkanu. No i ten zabieg ma swoje plusy i minusy.

       Plusem jest to, że z tych drzewek nie śmieci się mamusi na ogródku. A minus to fakt, że mój balkon został odsłonięty przed światem, a przynajmniej przed sąsiadami. Niby jest tam tylko szkoła językowa i rzadko kiedy (od mojej strony) coś się dzieje, ale ja miałam dyskomfort wychodząc na papierosa.

       Z tego też powodu postanowiłam zamontować do barierki kratki - świetna sprawa bo to takie regulowane kratownice- i obsadzić je jakimś bluszczem. Kratki są, bluszcz rośnie ale zdecydowanie zbyt wolno. Poza tym zrobiło się szaro- buro-bylejako i tak całkiem smutno za oknem. Więc podjęłam kolejne postanowienie. Przynajmniej na kracie vis-a vis drzwi trzeba było coś dorzucić. I dalej- skoro robię kwiatki z rajstop, sprawdziłam, że aura niewiele na nie działa, to taki stroik skomponowałam....

         I wiecie co? Moja mamusia powiedziała, że całkiem jej się to podoba. Ale na tym nie koniec. Następnego dnia powtórzyła, że to co zrobiłam jest naprawdę bardzo ładne!!! Uwierzycie? No chyba, że ktoś jej powiedział, iż poskarżyłam się na nią w poprzednim wpisie?! :-)))

       Ze spraw pilnych powiem, że nie tylko mamusię "udało mi się zadowolić". Udało się również spotkać z B., która wreszcie do mnie przyjechała. Odwlekało się to z różnych przyczyn , bo wiadomo: siostra w szpitalu, potem moja niedyspozycja, potem zajęcia B., których nie można było przełożyć, potem znowu coś , ale.... Wreszcie udało się nam spędzić ze sobą 24 godziny + , gdzie "+" to kilka dodatkowych chwil. Nie będę opisywać co i jak, bo już to robiłam nie jeden raz, ale nadal wszystko między nami jest świetnie- przynajmniej ja tak to widzę.

       No może tylko jeden mały epizod opiszę . Zaprosiłam B. do siebie i obiecałam jej przygotować moje popisowe danie w postaci karkówki w pieczarkach. Owszem zrobiłam, chociaż nie oryginalnie, bo nie mogłam kupić u mnie w okolicy przyprawy do tego mięsa i użyłam innej. Efekt według słów B. powalający, a według moich obserwacji - zniewalający jej podniebienie. To naprawdę było widać. I serce rośnie (nie tylko z powodu jedzenia, o nie) :-)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 87