Rozważania różne współczesnej kobiety- daleko od mody, kuchni i jakiejkolwiek diety. Plotki o facetach, sporcie, autach i gadżetach.
Kategorie: Wszystkie | dla pełnoletnich | motoryzacja | sport | zdrowie
RSS
poniedziałek, 31 grudnia 2018

                  No to koniec, koniec 2018 roku. Jak to już pisałam, moja B. zawsze w tym okresie zastanawia się, z czego ludzie cieszą się na koniec roku, że są starsi...? Zawsze odpowiadam, że może zwyczajnie cieszą się, że dożyli? Teraz ma to swoją wymowę dodatkową - przynajmniej u mnie.

        Nie będę robiła podsumowania, bo w zasadzie od czasu powrotu do pisania tutaj takie podsumowanie w zasadzie robiłam. Było tragicznie, bardzo źle, źle, ale przecież były też rzeczy, sprawy, okoliczności które były pozytywne i bardzo pozytywne. I o jednych i o drugich pamiętam, ale z nadzieją patrzę w przód.

             Dla wszystkich czytających i zaglądających złożę krótkie życzenia zasłyszane, ale takie proste i pełne treści, pod którymi w pełni się podpisuję.

                Kochani życzę Wam wszystkim aby  rok 2019 był dla Was zwyczajnie normalny, normalnie dobry, szczęśliwy, zdrowy. A jeśli się zdarzy coś więcej pozytywnego to będzie taki super bonus.

         Ja postanowień na 2019 rok nie czynie bo i tak nie ma sensu. Jak powiedział to ktoś już wcześniej....człowiek nie wie ile będzie żył, siłą rzeczy nie może zatem określić kiedy  wypada "kryzys wieku średniego", więc trzeba żyć ( w sensie pozytywnym) każdego roku jakby to właśnie wtedy ten kryzys był.:)))))

13:52, 45gogula
Link Komentarze (4) »
sobota, 29 grudnia 2018

                       Chciałoby się napisać- Pani Małgorzato, szybciej poproszę. I wcale nie jestem na etapie, żeby rozmawiać ze sobą, chociaż...

       U mnie funkcjonuje taki dowcip/sarkazm/złośliwość : czemu gadasz sam ze sobą? Bo lubię czasami porozmawiać z kimś inteligentnym.:)))

       Natomiast moje ponaglenie nieśmiało mogłabym skierować do Małgorzaty Rogali, bo właśnie rozpoczynam 5.tom śledztw Tomczyka i Górskiej a szósty jest dopiero w zapowiedziach- przynajmniej w mojej "księgarni". No i co ja będę potem robić? I przy tej okazji małe sprostowanie...akcje dzieją się w różnych dzielnicach Warszawy, jednak szczegółowość tras dojazdu nadal mnie zdumiewa. Doszłam nawet do wniosku, że to specjalnie żeby człowiek pomyślał: a może pojechać i sprawdzić czy to tak naprawdę drogi prowadzą? W każdym razie poza zagadkami, poza wartką akcją, kompatybilnością wątków, akurat to jeszcze zwróciło moją uwagę. Ale dość już o czytaniu.

        Tak za mną chodzi natomiast, żeby ze wstydem pochwalić się swoim osiągnięciem. Brzmi jak oksymoron, ale już wyjaśniam. Ze wstydem, bo jednak w wieku 50 lat nie ma się czym chwalić, ale skoro wyszło dobrze, to pochwalić się można.

         Nigdy nie byłam fanką zajęć kuchennych - uważałam że z wzajemnością. Nie będę ukrywać, że od czasu poznania mojej B. - która w kuchni potrafi wyprawiać cuda (również w sensie gotowania) moje nastawienie zaczęło się zmieniać. Okazało się przy tym, że potrafię. Owszem obiady, owszem jakieś proste sałatki, ale... żeby nie było. Teraz już nawet kopytka czy pierogi nie są mi, aż tak bardzo straszne. Na święta postanowiłam zaś zrobić makowiec japoński. Pewnie w Japonii tak znają to ciasto tak, jak w Moskwie ruskie pierogi a w Kijowie barszcz. No nic. Powiedziałam i zabrałam się do roboty, ale ...uznałam, że dobrze żeby był na kruchym cieście. Hmmm...na cieście? kruchym?  No i w wieku lat 50 po raz pierwszy w życiu zagniotłam kruche ciasto, zrobiłam makowiec, który był tak dobry, tak dobry, że znikł w szaleńczym tempie. Ufff. No więc chyba zaczynam "dorastać".

         I jeszcze jedna dygresja z ostatnich dni. Ostatnio oglądaliśmy z młodym film "Patch Adams" - biograficzny obraz z główną rolą Robina Williamsa. Ja ten film oglądałam już ze 2-3 razy wcześniej ale powiem, że teraz całkiem inaczej się go oglądało - z wiekiem zmienia się perspektywa. A o czym chciałam? Pod koniec jest scena, w której główny bohater rozmawia z Bogiem. Nie pamiętałam tego monologu, ale naprawdę dał do myślenia, gdy go słuchałam. Dodam, że wymowa nie tyle kwestionująca istnienie Boga, ale kwestionująca jego decyzje , pojedyncze chociaż istotne dla nas. Naprawdę zmiana kodu coś we mnie chyba zmienia. Nie będę jednak tego nazywać po imieniu:)).

16:37, 45gogula
Link Komentarze (6) »
czwartek, 27 grudnia 2018

                      Sporo osób robi rozliczenia ze świętami, zrobię i ja. Mało świąteczne były te święta u mnie, więc może to nawet dobrze.

        Przedświąteczna niedziela okazała się być najładniejszym dniem całego cyklu - mając na uwadze panującą pogodę . Sucho, ciepło, momentami nawet słonecznie. Ten dzień poświęciłam na objazd cmentarzy. Nie minęłoby mnie to, więc wolałam zrobić to wtedy, kiedy mnie pasowało a przy okazji- aura nie przeszkadzała.

       Potem Wigilia. To szczególny dzień dla mnie . Nastąpiła zapowiadana "zmiana kodu na 5 z przodu"... Uffff.... Najpierw rozpakowałam jeden z upominków, które otrzymałam już wcześniej od mojej B. z obietnicą otwarcia w dniu urodzin. Szczerze się uśmiechnęłam. Raz, że upominek super jej się udał- jak zawsze zresztą, a dwa, że taki ekstra pozytywny był jego przekaz. No trudno się nie zgodzić z tym przesłaniem.

        Poprawiło mi to humor i z samego rana i na długo. Oczywiście syn złożył mi życzenia, życzenia złożyli szwagier i moje kuzynki, w tym jedna, od której w życiu bym się tego nie spodziewała. No i tylko jedna osoba zapomniała o mojej rocznicy, a przypomniała jej o tym druga kuzynka, która z życzeniami przyszła osobiście (ta wcześniejsza życzenia przysłała SMS-em, ale to i tak dziwne było z jej strony). No cóż , jak zawsze ...

       Potem ostatnie zajęcia, przygotowania i kolacja wigilijna, która wywołała u mnie mieszane uczucia, ale nie będę smęcić. Okazało się też, że byłam grzeczną dziewczynką i jeszcze coś tam pod choinką się dla mnie znalazło. Jak ułożę, to pokażę, ale trochę się raczej zejdzie, bo przecież zostały do ułożenia jeszcze te od mojej B.

       No i kolejne dni, które upłynęły mi raczej leniwie. Ot takie dwie niedziele się zeszły do kupy. Niewiele robiłam, ale też się nie nudziłam. Inteligentni ludzie się nie nudzą:)))) I tak ku poleceniu napiszę (rozwinę sygnalizowany wcześniej temat), że jestem w trakcie czytania serii kryminalnej Małgorzaty Rogali o komisarzu Tomczyku i aspirant Górskiej z Wydziału Zabójstw KSP. Pochłaniam teraz IV tom, w krótkim czasie. Zagadki ciekawe, czyta się dobrze, może nie tak klimatyczne jak seria K. Puzyńskiej, ale równie godne polecenia. Oczywiście jeśli ktoś lubi tego typu kryminały z przewidywalną warstwą obyczajową. Jedno co mnie zastanawia, to to ...po co autorka tak wnikliwie opisuje ulice Warszawy? Normalnie jeszcze jeden tom i (wg mnie) warszawski Gocław z jego topografią będę miała w małym palcu. A może i inne dzielnice? Nie, Gocław dość mocno jest pozycjonowany. Spoko, wcale mi to nie przeszkadza, ale ta maniera jest zauważalna,jak dla mnie.

20:44, 45gogula
Link Komentarze (12) »
sobota, 22 grudnia 2018

 

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia wszystkim zaprzyjaźnionym blogowiczkom wszystkiego najlepszego. Zdrowia, radości, rodzinnej przytulności i spokoju tak na zewnątrz, jak i wewnętrznie. A że wszystkie byłyśmy grzecznymi dziewczynkami ( ja to raczej tak chyba grzeczna inaczej, ale po co to rozważać?) to i sobie i Wam życzę miłych upominków, które wcale nie muszą być zmaterializowane - dobre słowo, miła atmosfera, szczery uśmiech. No bo nam się to należy zwyczajnie.

Życzę ja i moja B.

17:58, 45gogula
Link Komentarze (7) »
środa, 19 grudnia 2018

                I znowu zdarzyło się tak, że dość długo nic nie pisałam. Nie aż tak, żeby znowu groziło zamknięcie mojego bloga, ale jednak. I jak tak się odpuści dzień dwa, to potem trzy, cztery i jeszcze więcej dni przeleci, jakby nigdy nic.

         I wcale nie jest tak, że szalałam ze sprzątaniem , kupowaniem i gotowaniem. W internecie przeczytałam, że jest taka jednostka chorobowa, jak zespół Fenestera (to tak z przymrużeniem oka), ale mnie do takich objawów daleko, chociaż znam jedną osobę, że gdyby ta choroba istniała naprawdę, to śmiało można byłoby ją zdiagnozować. 

         Oczywiście sezon świąteczny powoduje pewną mobilizację w ogarnięciu mieszkania, w sposób inny, niż cotygodniowe odkurzenie i również z tego skorzystałam, ale bez szaleństwa. Poza tym, jak miałabym szaleć, jak noga nadal po dłuższym wysiłku daje o sobie znać, czasami nawet dość mocno. Na dzień dzisiejszy zabiegi skończyłam, a gdyby nie przeszło to po Nowym Roku na przypominającą dawkę fal mogę się zgłosić. Inne badania wyszły przyzwoicie lub bardzo dobrze, a Pan doktor od Dopplera to nawet wpadł w zachwyt nad "pięknem" moich nóg- od razu sprostuję, że chodzi o naczynia w moich nogach czyli głównie brak tzw. żylaków, a nie piękno jako takie.

        Mimo tego, że trochę obowiązków domowych miałam zawsze udało się spędzić trochę czasu z moją B. - a jutro do niej jadę z życzeniami świątecznymi też.:))) Poza tym musiałam pomóc w cięższych pracach mamusi , a dodatkowo pełnię ostatnio rolę biura informacji różnej dla szwagra, który usiłuje samodzielnie ogarnąć się w swoim mieszkaniu.

        No i chociaż rozdział przed snem muszę przeczytać. Aktualnie zaczęłam czytać serię Małgorzaty Rogali o policjantach - Górskiej i Tomczyku, ale o tym później.

        Na dziś polecam osobom, które lubią powieść obyczajową, zahaczającą o romans, ale z dużą dozą wątków może nie kryminalnych ale sensacyjnych? tajemniczych? a na pewno bardzo zagadkowych. "Sekret listu" Lucindy Riley, bo o tej powieści mowa, jak wszystkie książki tej autorki czyta się łatwo, lekko i przyjemnie a poza tym jest to lektura mocno wciągająca. I chociaż fabuła jest przewidywalna , kto z kim, jak i kiedy a nawet z jakim skutkiem, to jednak trudno się oderwać od czytania. W każdym razie od czasu do czasu lubię taką odskocznię.

20:43, 45gogula
Link Komentarze (6) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 91