Rozważania różne współczesnej kobiety- daleko od mody, kuchni i jakiejkolwiek diety. Plotki o facetach, sporcie, autach i gadżetach.
Kategorie: Wszystkie | dla pełnoletnich | motoryzacja | sport | zdrowie
RSS
poniedziałek, 29 sierpnia 2016

                     Nie jest lekko. Pewnie u Was pogoda też nadzwyczajna, jak na koniec sierpnia, a skoro tak jest to już wiadomo wszem i wobec, że ja odpływam. I dosłownie i w przenośni.

       Zbyt wcześnie chyba napisałam, że moje dolegliwości żołądkowo-jelitowe (bardziej jelitowe) przeszły same. Wcale nie przeszły i ostatnia nocka znowu dała do wiwatu. Zaczynam lepiej poznawać anatomię człowieka, swoją anatomię żeby w razie co móc dokładniej umiejscowić swoje bóle . Tak, jak z czytanych książek dowiaduję się czegoś nowego, tak przez google dowiaduję się co mnie może boleć, chociaż daleka jestem od leczenia się przez internet. Ale czyż to nie jest romantyczne czytać o zstępnicach i esicach? Medycy -to ja rozumiem, że czytają to z pasją , ale że mnie podkusiło?

       Całe szczęście, że w tym nieszczęściu noce dają orzeźwienie, chociaż nie zawsze. Dzielnie natomiast walczę o swoją kondycję, z nadzieją na zrzucenie paru deko...paruset...paru tysięcy ? Codziennie chodzę z synem na podwórko i trzaskamy rakietami crossmintona nie mniej niż pół godziny, starając się sukcesywnie wydłużać czas mojej aktywności.

       Mamusia oczywiście ubolewa przy tym okrutnie, bo wydeptujemy trawnik od strony ulicy ..."i co ludzie powiedzą?" Na nic mój opór co do takiego myślenia . Tłumaczę ze z trawnikiem, jak z dziećmi. Dzieci dzielą się na szczęśliwe i czyste , a podwórka na takie, które są i takie które służą. Ma być ładnie a nie komfortowo . Koniec kropka. Kiedyś wybuchnę !!!

       Sny mam co raz weselsze, więc może to i dobrze. Dziś na przykład wstałam z lekko obolałym gardłem, bo ....byłam na jakiejś imprezie i śpiewałam. Nawet wstałam rano i przez cały dzień nuciłam ten sam kawałek , co na sennej imprezie. A najdziwniejsze było to, że chociaż znam wiele tekstów piosenek , w tym m.in. tej to we śnie odśpiewałam to bezbłędnie i elegancko ( tak mi się wydawało). A może to wcale nie jest nic dziwnego? B. zawsze mi powtarza, że jest pełna podziwu dla mnie, że ledwie zagrają kawałek jakiegoś szlagieru ja jestem w stanie prawidłowo odśpiewać zwrotkę i refren a czasami i więcej.

17:14, 45gogula
Link Komentarze (3) »
sobota, 27 sierpnia 2016

              Trochę się nazbierało. No bo przecież w życiu tak jest, że jak jest długo dobrze to musi "pierdyknąć".

      Od naszych wakacji upłynęło już sporo czasu i nadszedł moment, żeby w końcu spotkać się z B. na żywo. Ustaliłyśmy, że tym razem to Ona przyjedzie do mnie, zwłaszcza, że winna mi była przysłowiową flaszkę. Gdybym to ja do niej pojechała skończyłoby się na chęciach, a jak Ona do mnie to wypić "cóś" można. Zostaje na noc , dojeżdża pociągiem itd. No więc umówiłyśmy się i spotkanie doszło do skutku. W sumie to miałam nadzieję, że będzie jak zawsze, zwłaszcza ta nasza bliskość. W dzień to oczywiście nie bardzo, ale nocka...cała nasza.

      I co? I g....o!

      Nie wiem czy to był efekt wypitych drinków, jedzenia czy wysiłku fizycznego, ale tak się pochorowałam ( wzięło mnie przy kolacji), że nie tylko można było zapomnieć o upojnej nocy, ale ogólnie o nocy jako czasie wypoczynku. Boleści miałam takie, że sama wiem, że zwijałam się na łóżku, że stękałam, a nawet zdarzyło mi się brzydko przekląć przez niby-sen. Wtopa totalna!!! Byłam wściekła na siebie, bo może mogłam sobie coś z atrakcji darować?! Tylko skąd miałam wiedzieć że zaszkodzi mi : wypicie 3 lekkich drinków przez dzień?, obiad stanowiący moją specjalność w postaci leczo z cukinii? czy może kolacja w postaci sałatki grackiej z ciepłym schabem?

     Żeby rozruszać stare kości zaczęłam też aktywność aerobową w postaci gry w crossmintona ( taki szybszy badminton), więc może to ta aktywność poruszyła moje wnętrzności, ale to też nie było po raz pierwszy. Więc autentycznie trafił mnie szlag jasny, bo nie dość, że przyjemności nie było takiej jak zakładałyśmy, to jeszcze B. biedactwo zwyczajnie się nie wyspała, przez te moje krzyki , wiercenie się i boleści . Na drugi dzień wcale nie było lepiej, bo pół dnia byłam wyłączona z obiegu z tych samych zdrowotnych powodów. Nie dość, że spotykamy się tak rzadko, to jeszcze...ehhh.

      A tak z innej beczki...nadal miewam sny różne, ale zawsze męczące, nawet gdy ( według senników wszelakich) mające pozytywny wydźwięk, jak np. noszenia małego dziecka przez cały dzień na rękach , przewijanie go z niezbyt miłym efektem itp.

      Zaś kronikarski obowiązek, który na siebie nałożyłam każe mi odnotować pozycję 10/16 czy "Nano" Robina Cooka, co do której to powieści mam mieszane odczucia- chyba po raz pierwszy wcale tak ostro nie oceniłam zachłannego biznesmena i jego metod działania mając na uwadze cel podejmowanych przez niego kroków. W skrócie - chodzi o badania i eksperymenty, na szerokiej grupie obiektów badawczych, nanotechnologii w celu wprowadzenia jej do medycyny. Czyli np. łykamy kapsułkę z odpowiednio zaprogramowanymi mikrorobocikami wielkości krwinek, które wyczyszczą nam organizm z tego co złe.

      A najciekawsze, że kończąc czytanie tej pozycji usłyszałam w TV o bardzo zbliżonej ( do opisanej w książce) metodzie , która w najbliższej przyszłości ma być pomocna w diagnostyce i leczeniu np. chorób onkologicznych, chociaż szczegółów nie znam i mówię tylko o "zbliżonej metodyce".

      I to właśnie tyle mi się nazbierało :-)

19:35, 45gogula
Link Komentarze (4) »
wtorek, 23 sierpnia 2016

               Środek nocy, a raczej bardzo wczesny ranek, albo jak kto woli. W każdym razie 3:45 na zegarku. Słyszę, że moja mama krzyczy " O Jezu!!! Nieeee" . Zbiegłam do niej na podwórko,ale kobieta nie może wydobyć z siebie głosu, tylko pokazuje ręką na działkę sąsiadów. Zobaczyłam, że biegnie po niej młody mężczyzna, może chłopak i trzyma coś pod pachą. Zaczęłam go gonić , bo domyśliłam się , że to jakiś złodziej. Niestety i młodszy, i szczuplejszy, i na wstępie miał już solidną przewagę. Zmęczona dałam sobie spokój i wróciłam, do mamusi. Ledwie dysząc z wysiłku pytam, czy coś ukradł , a mamusia bezgłośnie przytaknęła. Po chwili zaś zdołała powiedzieć, że ukradł stolik turystyczny. Myślę i oczami wyobraźni widzę ten stolik wykonany z płyty pilśniowej z rantem i nogami z aluminium. Miał jakieś 30 lat? ....

         I takie właśnie miewam sny.

        Oczywiście da się to wytłumaczyć. Ostatecznie w rodzinie najbliższej dzieje się różnie. Pisałam kiedyś, że siostra zmaga się z nawrotem choroby nowotworowej, a ostatnio było z nią gorzej niż wcześniej. Długo rozmawiałam, dodawałam sił, ale jej pesymizm trochę mi się udzielił, chociaż wiedzę tę zatrzymałam dla siebie. Jednak pewnie takie i temu podobne sytuacje życiowe odkładają się w mojej podświadomości a potem, jak głupia "ganiam złodzieja pilśniowego stolika" i budzę się zmęczona, wypluta, bez tchu.

       Z drugiej strony przeraża mnie wizja, że każdy negatywny życiowy przypadek będzie się we mnie odkładał i "daj Boże" skończy się tylko na koszmarnych snach. Odespać kiedyś się przecież uda. Gorzej, jeśli mimo snów, będzie się to we mnie odkładało w podświadomości i kiedyś znowu pierdyknie zdrowotnie. A geny po temu mam. Nie dość, że ja miewam męczące sny, to jeszcze i mamusia mniej więcej co drugi dzień opowiada mi swoje koszmary,a ona wiecznie "włóczy się po cmentarzach" ze swoim zmarłym mężem a moim ojcem, co nieodmiennie - według niej- zwiastuje coś złego.

       I tak to piszę i myślę, że ja w tym domu to chyba jednak się wykończę. Mam swoje problemy, mam problemy u siostry, które też częściowo biorę na siebie i w końcu mamusia obarcza mnie swoim problemami i snami. Istna pralnia mózgu .

15:05, 45gogula
Link Komentarze (4) »
niedziela, 21 sierpnia 2016

                   Kiedyś usłyszałam (lub przeczytałam)tekst, z którego wynikało m.in. , że człowiek tak się rozwinął cywilizacyjnie, iż potrafi latać w kosmos, badać odległe planety, przestrzeń wszechświata, a nie potrafi sobie poradzić z odkryciem leków na dziesiątkujące ludzi choroby.

       W innym miejscu, zaś był tekst o "teorii spiskowej", w myśl której to nie jest wcale takie oczywiste, że takich leków nie ma. Być może są, tylko, że nikt ich nie wypuści na rynek, bo nawet gdyby jakiś podmiot zbił na tym kokosy (finansowe), to byłby to skutek krótkotrwały. Wywód ten zamykał się w stwierdzeniu , że nikt nie ma interesu w wyleczeniu ludzi z raka, AIDS , SM itp.(tak przykładowo). Gdyby udostępnić takie medykamenty, to w krótkim czasie zbankrutowałyby firmy farmaceutyczne, medyczne, ubezpieczeniowe, czy emerytalne.???

        Ja jestem daleka od takich historii spiskowych, a ten ciut długi wstęp stanowi prolog do mojej kolejnej lektury (jestem dumna, że ciągle podbijam średnią krajową). Oczywiście po przeczytaniu "Komórki" musiałam wrócić do cz.I tej serii Robina Cooka czyli "Polisy śmierci". Faktem jest, że trochę dziwnie się czyta powieść, gdy człowiek wie już ( z III części), że bohater X,Y czy Z straci życie , ale mimo wszystko nadal twierdzę, że warto. Początek dość ciężki, bo autor bardzo dużo miejsca poświęcił : po pierwsze na opisanie zawiłości nazwijmy to biotechnologiczno-medycznych, a po drugie na wyjaśnienie czytelnikowi systemu tworzenia w USA piramidy finansowej, kruczków bankowo-maklerskich itp. Ale nie ma tego złego...wszystkiego nie muszę zapamiętać ,ale przynajmniej przybliżyłam sobie tematykę komórek macierzystych, organogenezy, zespołu Aspergera, a i bankowości trochę liznęłam.

       Po przebrnięciu tej raczej informacyjno-naukowej części powieść czyta się szybko, wielowątkowa akcja toczy się wartko i interesująco. A istota powieści... no i tutaj wracamy do myśli zawartej we wstępie....

       Ludzie chorują, jest ktoś, kto dzięki swojej wiedzy, zaangażowaniu a wręcz desperacji w dążeniu do celu tak naukowego, jak i osobistego -odkrywa metodę leczenia, która mogłaby uratować życie milionom przewlekle chorych ludzi, a co najmniej poprawić znacznie komfort życia tym osobom. Problemem to odkrycie staje się dla rynku finansowego, który postanowił zarabiać na polisach na życie tychże chorych osób.

       Co może się stać? Raczej jest to chyba dla każdego przewidywalne. Chęć zarobienia kolejnych milionów jest ważniejsza niż zdrowie i życie ludzi? Żaden problem , jak wynika z powieści ( prawie każdej) R.Cooka.

      Mam nadzieję, że nie mają racji twórcy takich powieści, jak i twórcy teorii spiskowych.

15:52, 45gogula
Link Komentarze (5) »
czwartek, 18 sierpnia 2016

                        No więc wiadomości na dziś :

1. nic mi się nie śniło , ale nie spałam dobrze. Chyba coś mi się z łóżkiem porobiło, a przynajmniej z poduszką. Od wielu już dni cierpię na przeogromny ból szyi z lewej strony przy nasadzie potylicy. Czasami mniej, czasami bardziej. Nawet właśnie myślałam o tym, że to niepełny sen powoduje, że mam takie a nie inne sny. Bo w sumie przebudza mnie ten ból przy zmianie pozycji spania. Jednak ostatnio mnie już tak nie bolało, a sny miewałam. Dziś znowu się pogorszyło i to do tego stopnia, że miałam problem z prowadzeniem samochodu. Cofanie przyprawiało mnie o dodatkowy dyskomfort.

2. nie udało mi się ostatecznie skontaktować ani z centrum Panasonic, ani z serwisem aparatów fotograficznych. Zastanawiam się nawet po jaką cholerę dają do siebie kontakt czy to mailowy czy telefoniczny, skoro dobić się do nich nie można. Ale ....


         takie właśnie piękne zdjęcia robi ten mój nowy aparat. Tak, tak - ROBI:-))) To właśnie zdjęcia z wczoraj. Ale żeby to opisać przejdę do kolejnego punktu bo wymaga to oddzielnego punktu.

3. ogromne podziękowania dla r.lisiecka:-)

    Nie sądziłam, że może pomóc ryż. No bo rozumiałam, że jakieś małe zalane urządzenia to można próbować wsadzać w ryż. Ale żeby aparat fotograficzny, który do najmniejszych nie należy?! Jednak uznałam w końcu, że "co mi zależy? gorzej nie będzie" . Zresztą kuzyn który jest fotografem również kazał spróbować ryżu. Zakupiłam torbę ryżu, wsadziłam aparat do reklamówki i zasypałam go ryżem. W zasadzie ziarno przesypało się przez urządzenie i ledwie trochę na dnie było. Po kilku dniach efekt tej operacji był raczej mierny. Nadal trzeszczało, piszczało a aparat nie mógł złapać ostrości:-( Nie poddałam się i znowu go zapakowałam do ryżu. Tydzień minął i wreszcie zadziałał :-))) Uffff:-))))


                 Wobec tego r.lisiecka należy Ci się duuuuuuuuuża wódeczka i zakąska:-) Tylko gdzie i kiedy? Raz jeszcze dziękuję.

15:35, 45gogula
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 68