Rozważania różne współczesnej kobiety- daleko od mody, kuchni i jakiejkolwiek diety. Plotki o facetach, sporcie, autach i gadżetach.
Kategorie: Wszystkie | dla pełnoletnich | motoryzacja | sport | zdrowie
RSS
środa, 28 września 2016

                  Nie wiem, nie znam się, zarobiona jestem. Tak, wiem, już raz tak zaczynałam swój wpis i wychodzi na to, że czas prac wszelakich przypada mi tak ...co pół roku?

      Nie to, że w pozostałych momentach leniuchuję, ale czasami roboty nie przerobisz, zwłaszcza, że ... podobno głupiego robota lubi? A niejeden nie do końca sprawny na umyśle ( znaczy, że ja) sam sobie robotę wymyśla.

      Od niedzieli walczyłam z kuchnią, a walka równa całkiem to nie była. Opróżniając szafki do wyniesienia z pomieszczenia ( nawet się rymuje), doznałam osłabienia . Nie nie zemdlałam, ani nie zrobiło mi się nawet ciemno przed oczami. Ja osłabłam, bo uznałam że po ...pip...człowiekowi te wszystkie ....pip... przydasie, co to od dziesiątków...pip...lat nikt ich nie używa i jeden ...pip...wie na co się jeszcze w ....pip...przydadzą. Część tego badziewia już zmieniło miejsce pobytu w myśl zasady o segregacji odpadów, a ewentualna reszta będzie rozliczana w drodze powrotnej lub nie do kuchni. Limit worków z odpadami nie pozwolił na jednorazowe pożegnanie wszystkich ....pip...przydasiów.

     "Pipałam" przy tym , jak nie jeden fachowiec starej daty na budowie, ale się uporałam. Kuchnia się maluje chociaż z oporami. To znaczy nie tak, że ona sama się maluje, a na tym odcinku działa młody. Ja zaś wyeksportowałam się do prac ogrodowych. Sama sobie zgotowałam ten los i od poniedziałku tworzyłam grządkę. Dziś ją skończyłam oraz przycięłam na zimę krzewy i nie wiem, jak się nazywam?!

       A mój syn... wkurza się, bo to malowanie idzie mu dużo gorzej niż jego pokój ale codziennie po fajrancie idzie jeszcze poćwiczyć. Ot młodość ma swoje prawa i dobre strony.

       W dalszym ciągu nabijam również licznik czytelniczy, chociaż znacznie wolniej, a jak już zasnę to śnią mi się "ciekawe" rzeczy. Jednak o tym następnym razem, bo po pracach łopatologicznych już mi barki odmawiają posłuszeństwa przy pisaniu.

17:47, 45gogula
Link Komentarze (3) »
sobota, 24 września 2016

                     Na szczęście nie doprowadziłam do realizacji swoich zamierzeń o porzuceniu czytania i zaliczyłam kolejny numerek- już 14 w tym roku.

      Tym razem padło na "Chirurga" Tess Gerritsen. Co mogę powiedzieć? Dobrze się czyta ten klasyczny thriller o seryjnym zabójcy, który okrutnie pozbawia życia kobiety według przyjętego schematu - jakiego nie powiem, bo zbyt łatwo byłoby odkryć zagadkę. Tym razem negatywny bohater nie jest ujawniany w treści od początku, pojawia się, ale odkrycie kim On jest trochę trwa. Pozycja do poczytania.

       I w sumie dobrze, że czytam, bo jest to jakaś odskocznia od tego co w świecie obok nas. Nie powiem też, że wkurzyłam się kolejnym wywołaniem w debacie publicznej sprawy aborcji i nie oglądam TV. Oglądam, wkurzam się, zastanawiam się, czy to coś ze mną jest nie tak, czy to inni czegoś nie rozumieją? Nawet w ostrą dyskusję weszłam w tej sprawie z młodym. B. jest moim stronnikiem, mamy podobne poglądy, ale młody mnie jednak zaskoczył, bo jest zdecydowanym przeciwnikiem, zwłaszcza liberalizacji przepisów. Uzmysłowiłam mu, jak bardzo ma męskie podejście do tematu, jak nie dopuszcza do siebie innych emocji.

       Znamienne było wypowiedzenie przez niego zdania " a jak kobieta może żyć ze świadomością, że zabiła swoje dziecko, człowieka" ??? Moje zdanie jest trochę inne. Dla mnie równie ważne jest to, aby mieć wybór. Przecież przyjmujemy jako jeden z dogmatów ten, że Bóg dał nam wolną wolę, że człowiek sam wybiera swoją drogę, bierze na swoje sumienie to co robi i ponosi za to moralną odpowiedzialność. Odpowiedziałam zaś młodemu, że może kobieta i będzie to przeżywać, ale czy nie bardziej będzie przeżywać wychowywanie dziecka z gwałtu czy kazirodztwa? Patrząc dzień w dzień na dziecko, które nie daj Boże będzie podobne do gwałciciela i codziennie ta trauma będzie wracać? Kobiety są różne. Jedna z pasją przyjmie jakiekolwiek dziecko , chore czy zdrowe, planowane czy przestępcze a inna w tych negatywnych okolicznościach nie da rady, sfiksuje, zamęczy się fizycznie i psychicznie, a najczęściej będzie z tym sama. Bo co ... facet ? Da nogę i tyle. Facet nie odpowiada za nic, nawet w sprawie aborcji - tylko lekarz i kobieta!!! B. przysłuchując się tej dyskusji dodała słusznie " ...a jak facet może żyć ze świadomością, że zgwałcił, albo że zrobił dziecko i uciekł nie interesując się nim, albo jak mógłby żyć ze świadomością, że kobieta zaryzykowała własne życie żeby urodzić? Czy tylko kobiety muszą cierpieć, w tym moralnie, za to wszystko?" I nie rozumiem tych, dla których dopuszczenie aborcji jest równoznaczne z obowiązkiem jej wykonania !!! Tak to jest przedstawiane, że jak będzie dopuszczona, to kobiety nie będą nic innego robić tylko dokonywać aborcji. Co za absurd. Ochrona życia od poczęcia, ale po porodzie to już drogie kobiety pocałujcie nas w.... zwłaszcza, jak macie chore dzieci. Nie wiem czy młody dał się przekonać, kłócić się nie kłóciliśmy, ot zwyczajna dyskusja na temat... a obawiam się, że to temat, który w innych warunkach znowu może doprowadzić do podziału ludzi. Do zerwania znajomości, przyjaźni itd.

    Miałam się nie wikłać w taką tematykę , ale w końcu dlaczego mam nie wyrazić swojego zdania?

16:25, 45gogula
Link Komentarze (6) »
czwartek, 22 września 2016

             Tak więc sytuacja przedstawia się następująco.

      Trochę mi się udało. Udało mi się np. odciążyć rachunek bankowy w związku z koniecznością poddania auta przeglądowi gwarancyjnemu. No nie powiem, życzą sobie całkiem pokaźne sumki. A za kilka dni, może dwa tygodnie, konieczne będzie wykupienie ubezpieczenia, a OC podobno drakońsko podrożało, ale jak się chce mieć sprawę luksusową to trzeba płacić.

      Najważniejsze jednak, że udało mi się spotkać z B. a to zawsze cudownie mi robi i nastraja pozytywnie. Niestety, znowu za moją sprawą, nie było to do końca takie spotkanie, o jakim sobie marzyłam. Znowu dopadło mnie coś, co nie pozwoliło w pełni wykorzystać tego spotkania. Wiem, że już o tym pisałam, ale się powtórzę - niby seks w związku nie jest najważniejszy, ale stanowi niesamowicie ekscytujący akcent, więc jak go nie ma to ...  B. zaczęła podejrzewać, że moja podświadomość - jeśli nie świadomość- powoduje różne dolegliwości u mnie, które sprawiają, że nie mogę poświęcić się kontaktowi fizycznemu. Poddała nawet w wątpliwość, to czy aby nadal jestem zaangażowana w związek , może już mi się znudziło, może chcę czegoś innego, może .... itd. A ja sama nie wiem czemu tak się dzieje:-( Nic się nie zmieniło. Nadal kocham B., nadal uwielbiam ją w całości i po troszeczku, nadal nie wyobrażam sobie, żeby mogło nas nie być razem. A że tak się składa? No nie wiem. Jednak pomimo tego, że ze względów bezpieczeństwa zdrowotnego B., nie mogłam być biorcą jej miłości fizycznej, to jako dawca chętnie, jak zawsze i jak dla mnie satysfakcjonująco. Myślę, że B. też nie narzekała, więc spotkanie i tak oceniam bardzo pozytywnie.

      A na zakończenie ...udało nam się z młodym odnowić jego pokój. Chociaż wyrażenie "nam" jest troszkę na wyrost. W zasadzie, to on zrobił to sam i o dziwo udało mu się super. Przy tej okazji stwierdziłam, że jest bardzo sumienny w oklejaniu tego, czego zamalować się nie powinno, prace malarskie wykonał dokładnie, najpierw sam uprzątnął pomieszczenie, potem ponownie je zagracił. Ja tylko ...no trochę pomogłam , przesunąć ciężką szafę, dokleić pasek ozdobny na łączeniu ściany z sufitem, umyłam mu okno i to z grubsza tyle. Ale to chyba nadal można mówić , że zrobiliśmy to wspólnie?:-)) No to teraz bierzemy się za ... dokładnie- za kuchnię .

17:45, 45gogula
Link Komentarze (6) »
niedziela, 18 września 2016

                

           Taki obrazek znalazłam dziś w sieci przeglądając sarkastyczne strony typu demotywatory czy wiocha. Wynika z niego, jakoby za 10 lat ludzie w zasadzie przestaną z sobą rozmawiać, a jedynie komunikować się za pomocą nowoczesnych technologii. Przynajmniej ja to tak odczytałam.

      Nie jest to chyba jednak prawda. Z obserwacji otoczenia, tak moich, jak i innych osób, wynika, że nie jest to prawda. Jakie 10 Lat ?!!! Umiejętność, a nawet więcej - ogólna zdolność do rozmowy międzyludzkiej, takiej zwyczajnej twarzą w twarz zanika, już teraz. A przy takim podejściu ludzi do tematu ... 5 lat w niektórych kręgach to maksimum czasu, aby dojść do sytuacji jak na pożyczonym z netu zdjęciu.

      Ostatnio moja B. wróciła ze sklepu zbulwersowana sytuacją, jaką mogła zaobserwować w jednym z marketów. Otóż tak się złożyło, że jedną z alejek sklepowych szła za dość młodą kobietą prowadzącą wózek. Ciężko było odczytać czy to matka, czy opiekunka, ale to sprawa drugorzędna. W wózeczku było dziecko w wieku...noworodek. Wyglądało w każdym razie na nowo narodzone 1-2 miesiące?! Pani z uporem maniaka układała dziecko na boku obkładając je poduszką kocykiem, tak żeby nie przewracało się na plecy. Może ze względów zdrowotnych była tak konieczność i to rozumiem. Często słyszałam i czytałam, że z takich a nie innych powodów malec powinien leżeć na boku. Jasne i nie wymaga dyskusji, ale ...

      Ale ten maluch miał w wózku na wysokości oczu uruchomiony smartfon , w którym wyświetlała się jakaś bajka!!! Nie ważne czy maluszek oglądał czy nie - nie wyglądał na takiego, który rozumiałby to co widzi, ale obraz ruchomy powodował zainteresowanie. B. gdy zauważyła ten telefon miała zareagować stosowną uwagą, ale została uprzedzona, przez starszego pana, który głośno skrytykował opiekunkę dziecka. Jak się można było spodziewać Pani bez ogródek i w sposób powszechnie uznany za obelżywy odpowiedziała, żeby ów pan nie wtrącał się w to, jak ona WYCHOWUJE dziecko?!

       Myślę, że nie tylko dla mnie sformułowanie "wychowuje" było dość dużym nadużyciem.. Ja byłam ...nazwijmy to...zdegustowana tą sytuacją, a B. tak się nakręciła bezmyślnością szanownej mamusi, że jeszcze dwa dni wracała do tej sytuacji. A może to my, osoby "starej daty" nie rozumiemy tej naszej cywilizacji? Może już na porodówce włącza się dzieciom bajki z migającym światłem? A może zacząć je katować technologią już w okresie prenatalnym?

      Dokąd zmierzasz mój świecie kochany?

17:19, 45gogula
Link Komentarze (4) »
czwartek, 15 września 2016

                    Kiedyś, dawno temu moja mama stwierdziła, że ja niczego się nie dorobiłam, że inni się pobudowali i to całkiem wielkie pałace, że są ustawieni na 100 lat naprzód itd. Nie chciałam odpowiadać, że dzięki niej dorobiłam się nerwicy, że nie wyprowadziłam się z domu, bo dom ogromny, a Ona sama nie poradziłaby sobie. Dyskusja poszła w innym kierunku. Okazało się bowiem, że wspomniani przez nią "Inni/Oni" to i owszem dorobili się, pobudowali, urządzili siebie i swoje dzieci, bo np. dostali kawał ziemi po dziadkach, bo po dziadkach odziedziczyli to czy tamto i to całkiem nie mało.

       Ja nie mam pretensji o to, że ja nie dostałam, bo wcale nie o to mi chodzi .Nie ja pierwsza i nie ostatnia niczego nie odziedziczyłam, i tak jak większość innych ludzi dochodziłam do wszystkiego sama. No może z pomocą rodziców, którzy jednak postawili dom , który zasiedlam, pomogli na studiach i wiele innych drobnych rzeczy. Ale o ile łatwiej jest startować z czymś ...

       Moi dziadkowie od strony matki, zawsze byli jednymi z lepiej sytuowanych rolników we wsi- oczywiście do czasu. Ale gospodarstwo i siedlisko mieli urządzone na tip-top. Wszystko dostał syn, który był jedynym potomkiem płci męskiej i miał kontynuować dzieło dziadków. I prawie się udało, a że prawie robi wielką różnicę, szybko wszystko doprowadził do ruiny, wyzbył się tego co można sprzedać , resztę oddał za "eliksir życia" a może bardziej picia. Moja mama i jej siostry nie odziedziczyły i nie dostały nic. A teraz naprawdę wspominam część z tych rzeczy, które pewnie warte były majątek. Szafy gdańskie,kredensy jakieś tam, łóżka o ręcznie cudnie rzeźbionych wezgłowiach , maszyny do szycia rocznik 1906 (pamiętam jak dziś) .

       Babcia zadbała jedynie o to, żeby każdy wnuczek czy wnuczka z okazji ślubu otrzymali "Pismo Święte" + drobny dodatek. Mnie udało się jeszcze zachować jedną rzecz, którą mama dostała w posagu i już dawno zamierzała ją wyrzucić, jako niemodną, nieprzydatną . Właśnie w czasie ostatnich porządków na pawlaczu odnalazłam narzutę, kapę, serwetę gobelin!!! O taki właśnie...

narzuta gobelin

           Dla mnie była to zwyczajna narzuta, którą pamiętam leżącą na ozdobnym łóżku dziadków co to było zwyczajnie nieużywane. Teraz jednak zasięgnęłam wiedzy u "wujka Google" i wiem, że jest to rzecz z początku XX wieku. Łódzkie fabryki produkowały takie rzeczy, jako narzuty/kapy lub serwety i posiadały one oznaczenia indywidualne, w tym wzór medali otrzymanych za projekt wyrobu. Na moim egzemplarzu te oznaczenia nie są już prawie widoczne chociaż ślad po nich został, a kapy w dobrze zachowanym stanie są warte ponad 1000 zł ?!

          Zdziwiłam się , ale jednocześnie zaintrygowało mnie to na tyle, że całe popołudnie spędziłam na wyszukiwaniu dostępnych informacji, ale są one szczątkowe. W każdym razie uznałam, że to jest "COŚ".

Tagi: gobelin
18:18, 45gogula
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 70