Rozważania różne współczesnej kobiety- daleko od mody, kuchni i jakiejkolwiek diety. Plotki o facetach, sporcie, autach i gadżetach.
Kategorie: Wszystkie | dla pełnoletnich | motoryzacja | sport | zdrowie
RSS
sobota, 20 października 2018

                 Nie jeden już raz pisałam o moich relacjach z mamusią, a raczej o tym, jaką toksyczną jest osobą. Czasami sama się zastanawiałam, czy powinnam o pewnych rzeczach pisać, bo mam pewien dyskomfort w opisywaniu w sumie bliskiej osoby w złym świetle. Z drugiej strony, nie ja jedna tak mam, a wypowiedzenie tego "na głos" (tutaj raczej na piśmie) uwalnia mnie od dźwigania tego ciężaru.

        Moja B. wielokrotnie pytała, czy mamusia to zawsze tak była, czy teraz, z wiekiem, jej się to nasiliło? Szczerze mówiąc nie wiem. Zawsze była upierdliwa, co częściej zauważała moja siostra niż ja, ale ostatnio ja to dostrzegam jeszcze wyraźniej, więc może i mamusi się pogarsza.

        Jej zachowania, nazwałabym to nawet dobitniej niż upierdliwość, sprawiły, że straciłam resztkę szacunku, przyzwoitości, współczucia, czy jakkolwiek to nazwiemy. Hasłem przewodnim mojej mamusi powinno być "róbcie jak chcecie, byle było po mojemu". A może raczej "ludzie są ważni i mają swoje problemy, ale nie ma nikogo ważniejszego ode mnie (mamusi)". Każda ta myśl przewodnia do niej pasuje, a całość spinałaby się stwierdzeniem "jestem szczęśliwa, gdy jestem w centrum uwagi".

        Ostatnie miesiące były trudne i nie odmawiam mamusi tego, że zapewne na swój sposób przeżywała sytuację, ostatecznie to jej córka przegrywała ze swoją chorobą. Nie chcę nawet dopuścić myśli, że mogłaby nie myśleć, nie cierpieć z tego powodu, ale nawet tego do końca nie jestem pewna- mając na uwadze to co robiła, mówiła, jak się zachowywała.

         Najpierw było to, że ona musi jechać do szpitala do siostry, bo jest matką i powinna tam być. Ale spokojnie, zawsze w tle była złota myśl...bo co ludzie pomyślą, że się nie interesuje? Jednak, kiedy siostra już odpłynęła, gdy trzeba było zając się nią bardziej, najpierw zaprowadzić do łazienki, potem zanieść, na końcu dbać o nią na łóżku, mamusia nigdy nie powiedziała, że chce pojechać. Ba pewnego razu, gdy ja jechałam potrafiła powiedzieć, że "po co do niej (nigdy nie mówiła po imieniu) jechać jak ona nie przytomna i nawet pewnie nie wie, że ktoś jest". Było to wtedy, gdy czekałam z mamusią na wizytę do lekarza (bo z nią musiałam chodzić wszak nieporadna) i chyba pierwszy raz powiedziałam co o niej myślę nie zważając na to, że słuchają tego inni czekający pacjenci.

         Potem było tylko gorzej. Na kilka tygodni przed ostatecznym rozstaniem z moją siostrą już wszystkich ubierała - oczywiście na czarno- bo takie są zasady, bo ludzie muszą wiedzieć, że coś się stało, że jesteśmy w żałobie. Czarę goryczy przepełniła jednak wtedy, gdy jakiś czas po pogrzebie wybierałam się do B. Naprawdę musiałam wyjechać odreagować , pobyć z B., ale mamusia oczywiście zrobiła mi wykład, że już nie pamiętam siostry, że nie czuję żałoby, że rozrywki mi w głowie.

        Tak, znowu powiedziałam co myślę. Dlaczego ona ma mnie uczyć żałoby? Ona, która nie jeździła dzień w dzień do szpitala, nie widziała jak siostra się zmienia, odchodzi, a nawet nieprzytomna, gdy mnie usłyszała płakała. Nie zmieniała jej pampersów, nie nosiła pod prysznic, nie wykonywała innych zabiegów higienicznych....

       Ehhh....musiałam to z siebie wyrzucić a to, jak to się mówi, początek góry lodowej. Teraz gdy to napisałam i przeczytałam, wierzę mojej B., że mnie podziwia za to , że jeszcze wytrzymuję w tym domu i nie zwariowałam, a przynajmniej nie do końca.

16:38, 45gogula
Link Komentarze (5) »
piątek, 19 października 2018

                    No więc Hyundai IoniQ Hybryda jest teraz w moim użytkowaniu od połowy maja br. z aktualnym przebiegiem około 5tys. kilometrów. Niewiele to nadal, żeby fachowo oceniać samochód, ale ja jestem kierowcą amatorem, może hobbystą.

       Przed zakupem przeczytałam o nim wszystko, obejrzałam wszystkie testy- pozytywne i negatywne.

       W samochodzie relatywnie niedrogim (to pojęcie bardzo względne), o którym można powiedzieć, że jest to kawał bryki, producent wrzucił bardzo dużo nowych "wspomagaczy". Z jednej strony, kiedy to działa, to super, ale jak się zdarzy awaria to ...hmmm. Miejmy nadzieję, że trafiłam dobry egzemplarz. No więc autko ma chyba wszystko, albo prawie wszystko. Wszelkie systemy wspomagania kierowcy, GPS, nawigacja, kamera cofania, podgrzewane to tamto i owamto, czujniki wszystkiego albo i więcej. W większości dość przydatne a najbardziej, jak dla mnie, automatyczna dwustrefowa klima i jasne wnętrze.

     Jednak istotą dla tego typu aut patrząc z pozycji amatora jest szeroko rozumiany komfort jazdy, komfort użytkowania itd. A tutaj niespodzianka. Duża bryka, to dużo miejsca w środku, naprawdę ogrom. Ktoś oceniał samochód uznając, że na tylnej kanapie jest tak sobie. Wcale nie tak sobie jeśli nie przewozi się tam siatkarzy czy koszykarzy. Bagażnik wystarczający na wypad wakacyjny nawet w 3-4 osoby- sprawdzone. Kabina cichutka przy normalnej jeździe, przy jeździe autostradowej trochę słychać, ale głównie opony a nie silnik czy jakieś inne elementy.

       Automatyczną skrzynię biegów ogarnęłam szybko, sterowanie tym czy owym też błyskiem. Najgorsza była dla mnie obsługa bez kluczykowa. O rany!! Ile to razy brałam zamach żeby włożyć kluczyk, a tu...żadnej dziurki nie ma :(((, a nawet, gdy już odpaliłam przejechałam, to potem się znowu gimnastykowałam, żeby wyjąć kluczyk, a tam go nie było i ...o zgrozo - panika gdzie podziałam kluczyki? Nie ważne, że przyjechałam, że dopiero co się zatrzymałam... pierwsza myśl- zgubiłam kluczyki!!! Teraz i to już mam za sobą, co najwyżej zapomnę zgasić:)) auto, ale wtedy, gdy się oddalam, wyje niemiłosiernie, więc jest przypominajka.

       No i najważniejsze w dzisiejszych czasach. Ile pali?

       Nie powiem, że tyle samo co....ja , ale nie tak mało jak obiecywano. No dobrze, jest w tym trochę niejasności. Otóż zapewne udałoby mi się zejść do wartości katalogowych, ale jadący za mną dostaliby ku....cy, bo ja bym musiała powolutku się rozpędzać, rozpędzać, rozpędzać ( na razie mamy 25/h) i rozpędzać. Okej. Nawet ja tak nie lubię. Więc kręcimy się przy spalaniu 4,5l na 100 przy mało oszczędnej jeździe lub 4,8-5 l/100 przy prędkościach autostradowych. Czyli prawie połowę mniej niż super oszczędny 3 cylindrowy silnik 1,0 z Forda.

       Osiągi zadowalające , mocy wcale mi w nim nie brakuję, a jak poczuję zew natury to mogę się przełączyć na tryb sport i zapewnić sobie doznania mocy, ale i akustyczne oraz związane z częstszymi wizytami na stacji paliw. No to teraz nikt chyba nie ma wątpliwości, że mimo ciążącego w kieszeni kredytu zadowolona jestem ja, moje kolano, plecy oraz całe ciało (to ostatnie cieszy się z systemu wentylacji i ogrzewania). Pozostaje zatem tylko pytanie - kiedy się znudzę tym autem:))).

         Mojej B. też przypadł do gustu ten "nasz" nowy samochód , jako bardzo komfortowy, ale Ona -chociaż też się zna na autach-, w zasadzie każde "nasze" auto lubiła. A może to wcale nie chodzi o samochód tylko kierowcę?:)

13:18, 45gogula
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 października 2018

                Był najmniejszy, będzie największy. Gadżet jakby nie mówić. Niestety muszę odnieść się do TEJ sprawy. Ale po kolei.

       Jeden z pierwszych postów na moim blogu dotyczył wyboru samochodu. Było to prawie 4 lata temu. Swoją drogą, jak ten czas popiernicza. Historia zatoczyła koło, chociaż tym razem nie ze zwykłego wyboru czy "widzi mi się".

       Wiosną tego roku okazało się , że siostra trafiła do szpitala oddalonego od miejsca naszego zamieszkania około 200 kilometrów w jedną stronę. Wiadomo- też trzeba było jechać i pojawił się problem. Moje lewe kolano odmówiło posłuszeństwa i z wielkim bólem korzystałam ze sprzęgła. No więc pierwsza myśl...iść do lekarza, ale nie byłabym sobą, gdybym nie pomyślała drugi raz...zanim dostanę się gdziekolwiek do lekarza, na rehabilitację czy operację - jeździć trzeba, więc trzeba poszukać auta w automacie. Poza tym ...czas było na zmiany, nie powiem, że nie. Czarę goryczy przepełniły zaś trudności w zapakowaniu się do Forda z innymi osobami.Było to i trudne, i śmieszne a w końcu upierdliwie niewygodne dla pasażerów.

        Ruszyłam więc na poszukiwania nowego auta u boku z moją B. i .... Planowałam kupić jakiegoś SUV-a, bo takiego modelu nie miałam nigdy. Były auta miejskie, limuzyny, vany i minivany, hatchback, sportowy ale nie SUV. Odwiedziłyśmy kilka salonów i wróciłam do domu prawie z "motylami" w brzuchu i myślą o Hyundai-u. Ale nie byłam zdecydowana, chociaż nie powiem w głowie siedział cały czas IONIQ- bynajmniej nie SUV.

         Kolejną wizytę po salonach odbyłam wspólnie z synem , ale już wtedy okazało się, że każdy z fajnych i dobrych modeli nie był tym, który miałby to coś...myśli uciekały do Hyundai-a IONIQ-a.

         Z jednej strony syn przekonywał, że samochód nowy to fajna rzecz, ale przecież "stary" jest jeszcze ok. a aż tyle nie jeżdżę, żeby koniecznie przerzucać się na automat. Z drugiej strony B. uświadamiała mnie , że zawsze, całe życie staram się "dogodzić" innym a co robię dla siebie, dla swoich marzeń?, zwłaszcza , że na ew. kredyt jest mnie stać. A po trzeciej stronie byłam JA, kiedy po przejechaniu nawet 30-50 km nie mogłam ruszyć nogą, wysiąść z samochodu, wcisnąć sprzęgła itd.

        Naszpikowany nowymi technologiami IONIQ był w promocji i jeszcze trochę można było się potargować, no a przede wszystkim był w automacie,a wszystkie automaty niestety są o poziom droższe od "manuali". Nie przedłużając ....Hyundai IONIQ Hybryda stał się moją własnością ( ok. na spółkę z bankiem).


       Czy jestem zadowolona? Jak zawsze z nowego auta- tak, a jak długo ...tym razem wydaje mi się, że na długo i to wcale nie ze względu na kredyt. Ale o tym przy innej okazji.

16:48, 45gogula
Link Komentarze (6) »
niedziela, 14 października 2018

                          Już w zasadzie zapomniałam, że ten mój blog z założenia miał być o "gadżetach i facetach". Nie wyszło i owszem, no bo chociaż uwielbiam gadżety, to z tym drugim elementem mi zdecydowanie nie po drodze, chociaż dobrze mi z tym.

           Dziś postanowiłam wrócić , jak to się mówi, do korzeni, czyli gadżetów. Trochę się ich u mnie pojawiło. Oczywiście określenie "gadżet" jest dość umowne, bo jak już kiedyś pisałam, do gadżetów zaliczam większość otaczających mnie rzeczy technicznych od najmniejszych do tych całkiem dużych.

         Na początek moje maleństwo- gadżet dla dorosłych - dosłownie. Ale spokojnie do erotyki temu daleko:).

         W ubiegłym roku usiłowałam rzucić palenie, a raczej przerzucić się ze zwykłych papierosów na e-palenie. Przegrałam. Do zmiany nie doszło. Jednak przy kolejnych zakupach papierosów wewnątrz znalazłam reklamę nowatorskiego urządzenia o nazwie IQOS. Zalogowałam się na stronę, gdzie miałam uzyskać pełne informacje . Tam też była oferta na testowanie sprzętu przez kilka dni, bez konieczności zakupu. Ok. Niby staram się unikać takich "okazji", bo to prędzej wyciąganie danych niż okazja, ale się ugięłam. Przesyłkę dostałam, przetestowałam, przy produkcie zostałam.

igos

              Nie wiem czy to dobrze, że wymyślili coś nowego do palenia, zamiast coś skutecznego do niepalenia, ale... Iqos daje wrażenie prawdziwego palenia. Daje stosowne odczucie w płucach, ale....nie zostawia smrodu, nie wysusza śluzówki, nie pozwala odpalać jednego papierosa za drugim.

iqos

           Podgrzewacz w formie cygara musi naładować się w ładowarce (która wygląda gadżetowato) przez około 4 minuty, więc nie palimy raz za razem. Tytoń w postaci krótkich papierosków HEETS po umieszczeniu w "cygarze" podgrzewa się przez około 1 minutę i dopiero potem można korzystać z całości. Więc przerwa między paleniem musi wynosić nie mniej niż 5 minut, a jak się przegapi napełnienie baterii w ładowarce.... To człowiek jest zły.

         Produkt jest tylko i wyłącznie dla dorosłych, bo bez dowodu osobistego nie kupisz nawet, jak masz 50 lat.

         Cenowo? Luksusu nie ma, bo wychodzi mniej więcej tyle samo co przy paleniu tradycyjnym. Owszem w promocji wkłady są odrobinę tańsze niż te papierosy, które ja paliłam ( 1 zł), ale tę różnicę póki co przekładam na zakup samego urządzenia. Trochę ono też kosztuję, ale jak dla mnie warto. Nie ma porannego kaszlu, nie ma innych niesympatycznych objawów nikotynowych a smak pozostał. Wiem, wiem ...lepiej rzucić, ale ja to chyba zwyczajnie lubię.

Tagi: heets Iqos
16:46, 45gogula
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 08 października 2018

                       Gdzie byłam gdy mnie nie było? Oczywiście pierwsze i najważniejsze co mogłabym napisać to fakt, że bywałam w różnych placówkach medycznych w Polsce a przynajmniej w trzech różnych miastach. Ale nie o tym chciałam.

         Poddałam się relaksowi w towarzystwie puzzli. Nie chciało mi się nic wyplatać z papieru, nie chciało mi się przerabiać rajstop na kwiaty, ani quillingować. Ukojenie znalazłam właśnie w tych malutkich tekturowych klockach.

                     W ten sposób moja prywatna galeria wzbogaciła się o 5 nowych prac , z których 2 składają się z 2000 elementów a pozostałe z 3000. Na większe prace nie znalazłabym miejsca chociaż puzzle od 4 tys. elementów wzwyż bardzo kuszą. Muszę powiedzieć, że okazało się, iż nie tylko ja lubię puzzle. Przy kompletowaniu jednego z obrazków wydatnie pomagała mi moja B. i wydaję się, że jeszcze trochę i złapałaby bakcyla.

            Zresztą jedną z układanek dostałam właśnie od niej, gdy zobaczyła, jak mnie to wciąga. Przy innych swój udział miał mój pies !!! No oczywiście, że nie układał, chociaż puzzle lubi ....głównie zjadać. Prawie w każdym z obrazków brakuje jednego klocka.

            Chociażbym nie wiem jak pilnowała, to jednego zawsze skubnie, no chyba, że to jakieś fatum, że prawie za każdym razem kupowałam pudełko bez jednego klocka, co wydaje się dość niepojęte.

             I tylko jedna osoba nie może przeboleć po co ja to robię, po co wydaję pieniądze i ślęczę nad czymś z czego nie ma pożytku?Ehhhh....


17:46, 45gogula
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 87