Rozważania różne współczesnej kobiety- daleko od mody, kuchni i jakiejkolwiek diety. Plotki o facetach, sporcie, autach i gadżetach.
Kategorie: Wszystkie | dla pełnoletnich | motoryzacja | sport | zdrowie
RSS
sobota, 28 stycznia 2017

              Jak co weekend, telefonicznie kontaktuję się z siostrą. To taki nasz rytuał. Oczywiście kontaktujemy się nie tylko w sobotę czy niedzielę, ale w te właśnie dni robimy to rytualnie.

     Ostatnio, częściej niż wcześniej, jesteśmy w kontakcie, do czego niewątpliwie przyczyniła się (niestety) jej choroba. Więc nie tylko z tego powodu, że wypada, ale ze zwykłej troski o najbliższą mi ( poza synem i moją B.) osobę, dzwonię żeby dowiedzieć się czy bardzo cierpi , czy też aktualnie doszło do remisji objawów bólowych. Tak też stało się dzisiaj.

      Wspólnie doszłyśmy do wniosku, że z uwagi na specyfikę naszego zdrowia pośmiertnie powinnyśmy oddać swoje doczesne szczątki na potrzeby nauki. Ona, bo wychodzi na to, że przy jej problemach onkologicznych pełni rolę "królika doświadczalnego" w zakresie proponowanego leczenia, plus inne schorzenia, o których już pisywałam. Jako, że ja też mam swoje problemy, o których również pisałam, też nadawałabym się do badań. Może gdyby tak dokładnie przejrzeli nasze szczątki , może gdyby potraktowali je, jako materiał badawczy, przydałaby się ta wiedza na przyszłość. No w każdym razie dużo byłoby tego materiału z różnych dziedzin medycyny.

      Obie z siostrą lubimy kryminały, ale temat ten wcale nie wynikał z faktu, że za dużo naczytałyśmy się np. thrillerów medycznych czy czegoś w tym stylu. Ja zwyczajnie poprosiłam, aby siostra zgłosiła mnie w następnej turze do Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny, bo to co zauważyłam u siebie chyba na to się nadaje?!

      Pisałam kiedyś, że objawy świadczące o zbliżających się czasowych zmianach hormonalno-fizjologicznych są przynajmniej dziwne. No bo ból głowy, no bo objawy żółądkowo-jelitowe, bóle pleców...to chyba nic dziwnego. Teraz natomiast od kilku miesięcy mam nowy symptom!!!  Ból i zatykanie ucha !!!! Jak to mówią "co ma piernik do wiatraka?" a jeszcze lepiej "gdzie Rzym, gdzie Krym?" . Ale ja jestem pewna i poczyniłam w tym kierunku stosowne obserwacje medyczno- statystyczne.

       Mam problem z uchem raz w miesiącu. Myślałam, że to coś związane z nadużywaniem słuchawek skype. Jednak...ostatnio używam ich mniej czy też rzadziej niż wcześniej, a poza tym objaw ten trwa przez 2-3 dni, aż do momentu rozpoczęcia się w/wym. czasu a może okresu? Pierwszego dnia fizjologii ból ustaje jak ręką odjął, drugiego dnia już nie zatyka kanału ( nie tylko usznego :-)))) ), a trzeciego zapominam, że kiedykolwiek coś było nie tak.

      Czy mój organizm nie jest dziwny? Naprawdę nadałby się do prac badawczych, a jeśli chodzi o Nobla...nie odmówię :-)))

16:19, 45gogula
Link Komentarze (6) »
piątek, 27 stycznia 2017

                    Chyba mogę powiedzieć, że podoba mi się tak, jak jest teraz. No może jedno małe "ale", bo jak ktoś kiedyś zauważył - zawsze musi jakieś "ale.." być.

     Co mam na myśli . Aktualny czas. Żyję sobie całkiem spokojnie. Nic nie muszę, w zasadzie niczego nie robię na czas. Żyję sobie sama dla siebie i tak, jak chcę. Oczywiście poza moim "włochaczem", bo jednak póki co nie da się przekonać, że na pierwsze w dniu siusiu można byłoby wychodzić bliżej godziny 9. a nie 7. Jednak to tylko nieznaczna niedogodność.

     Zajmuję się swoim hobby, w którejkolwiek formie, bo nawet przy fascynacji quillingiem nie zarzuciłam przecież papierowej wikliny. Czytam każdego wieczoru przynajmniej jeden rozdział książki, więc odrobinę kultury też mam.

     No bo myślę sobie tak...Jak młody - syn mój znaczy- jest w domu to ja muszę robić inne zakupy. On je chleb, ja bułki. On jest wędlino- i mięsożercą, ja mięso tylko do obiadu, zaś wędlina mogłaby nie istnieć. I jak robię zakupy, to kupuję "pod niego", a potem się okazuje, że on gdzieś wychodzi, zmienia plany pobytu a ja z żalem patrzę na marnujące się artykuły , do których nie mogę się przekonać. Chleb wyniosę kaczkom i ptakom, ale reszta...Eh...Więc teraz jest i spokojniej, i taniej.

     Jedyny mankament zaś to ten, że nie jestem z B. Fajnie tak byłoby móc mieć siebie na co dzień. Z kimś na żywo porozmawiać, móc się dotknąć, przytulić. Tak, tego do pełni szczęścia brakuje, to jest to właśnie "ale".

     Dla porządku odnotuję, że kolejna lektura za mną . Tess Gerittsen "Umrzeć po raz drugi". I kolejny raz przyznam się do swojego "nieogarnięcia", bo okazało się , że ta pozycja przynależna jest do serii o detektyw Rizzoli... ale raczej jest to odleglejsza część niż pierwsza, druga, czy trzecia. Znowu od du...y strony!!! Ale fajnie się czyta i wrócę do tej serii jeszcze. A po przeczytaniu tej książki mam mocno mieszane uczucia, jak widzę w TV reklamę o certyfikowanej adopcji WWF dla pantery śnieżnej...?

Tagi: 2017/4
16:55, 45gogula
Link Komentarze (4) »
środa, 25 stycznia 2017

                   Odpowiadając na pewnego rodzaju zainteresowanie moim nowym hobby wyrażonym w komentarzach, dziś tylko krótko o stronie technicznej quillingu. Postanowiłam, że nie będę dokonywać wpisów "branżowych" bo sporo tego typu materiałów jest w necie i sama z nich korzystałam, ale podstawy...? Czemu nie?

      Podstawą podstaw tej techniki są : paski quillingowe, igła, podkładka korkowa, wzornik i dobry klej, no i szpilki jakiekolwiek . Na zdjęciu jedynie niewielki fragment zestawu, który otrzymałam od mojej B. bo pasków było bardzo dużo.

       Paski można kupić w różnej szerokości, długości, że o kolorach nawet nie wspomnę. Jak już człowiek namaca szczelinę w igle ( no bo ja już mam wzrok nie ten co kiedyś i robię to "na macanego") to wprowadzamy tam początek paseczka i zwijamy. Lekko - jeśli ma się dobrze rozwinąć, albo ściślej jeśli ma zostać gęsty splot. Potem delikatnie trzeba zdjąć z igły (ja robię pół obrotu w przeciwnym kierunku, żeby rozluźnić początek) i włożyć w odpowiedni szablon - odpowiednią wielkość. Przy rozwijaniu spiralki dobrze troszkę przytrzymać, żeby pasek nie uciekł zbytnio i nie wypadł poza wzornik.


     Doklejamy końcówkę do całości i można uformować w palcach dowolny wzór - np. łezkę, albo zostawić jako kółko. A jak już się ukręci odpowiednie elementy można zrobić chociażby ...zajączka.


      Oczywiście elementów pomocniczych jest bardzo dużo. Przydatny jest grzebień, ale można użyć zwykłego- odpowiednio przygotowanego takiego do włosów.

      Dla kogo taka zabawa? Czy nada się dla nastolatki? Zależy, jakie kto ma predyspozycje. Ja zawsze lubiłam takie zajęcia, gdzie szybko było widać efekt. W quillingu efekt nie jest - póki co- szybki, bo i precyzja, i wielość elementów, i drobne wzorki ... ale nawet ja daję radę. Więc odrobina chęci, cierpliwości a przede wszystkim ktoś inspirujący - u mnie to moja B.- i każdy może próbować.

     Otwierając Google grafikę na haśle quilling można naprawdę dostać oczopląsu. Dojdę i do takiego kunsztu - wierzę w siebie i B. też wierzy .

17:38, 45gogula
Link Komentarze (8) »
wtorek, 24 stycznia 2017

                      No to się porobiło. Chyba B. nie jest do końca szczęśliwa z tego, że wybrała mi taki a nie inny prezent imieninowy.

     No bo ja mam tak, że jak mnie coś wciągnie, to pochłania mnie bez reszty. Próbuję, psuję, poprawiam...w każdym razie cały niemal czas pochłania mnie zwijanie tych, nowych papierków. Zresztą ona sama zauważyła, że przy papierowej wiklinie nie byłam już, aż tak skoncentrowana na pracy i od czasu do czasu "odrywałam wzrok od papierków". Ale to przecież było już na etapie , kiedy rurki i figurki miałam tak opanowane, że mogłam to robić z zamkniętymi oczami, a nawet gdybym została nagle wyrwana ze snu:-).

     Teraz jednak dopiero się uczę, poznaję tajniki ale dostrzegam poprawę w wykonaniu różnych elementów. Chociaż do ideału jeszcze daleko, to już mi się to podoba, to co robię, to co z tego wychodzi, zdając sobie sprawę , że to tylko podstawowe wytwory , wzory, projekty, czy jakkolwiek to nazwać.

    

      I w tym momencie jestem zadowolona, że młody znowu wynajął sobie mieszkanie, że jestem sama i ...niczego nie muszę - w sensie zajęć domowych, gotowania obiadów, przygotowywania innych posiłków, prania, sprzątania itp. Może to nawet źle brzmi, ale w sumie chłopak dorosły, więc ...Mamusia zaś przejęła opiekę "spacerową" nad psem, ja tylko wypuszczam go czasami na siusiu do ogrodu, daję jeść a po spacerze muszę mu trochę wyczyścić te białe łapy i podwozie i tyle tych moich zajęć . No może nie dosłownie , bo jakieś drobiazgi muszę załatwiać, ale to i tak mniej, niż normalnie .

      Tak więc mogę kręcić , układać i kleić :-)

        Przy czym chyba nie muszę dodawać, że spotyka się to z dezaprobatą u starszej pani - rodzicielki mojej znaczy , ale to przecież nic nowego. Na razie jest , cyt.: a po co to robić, nie wiem czy to się będzie komuś podobało" . Nie wiem komu ma się podobać , ale trudno, przywykłam.


17:48, 45gogula
Link Komentarze (6) »
niedziela, 22 stycznia 2017

           Ostatnie dni upłynęły mi raczej karnawałowo. Ale kiedy, jeśli nie teraz?!

     Jak słusznie zostało to zauważone właśnie minęły moje imieniny, a skoro wypadały w środku tygodnia, to spotkanie towarzyskie przełożyłam na weekend. Na sam jego początek, więc piątek był tym dniem. Z uwagi na fakt, iż chciałam ugościć i moją B., i rodzinę , musieliśmy zasiąść dość wcześnie, bo niestety moja siostra w godzinach wieczorno-nocnych nadal mocno cierpi z uwagi na swoje przejścia onkologiczne. Ale się udało. To był naprawdę miły wieczór i z tego co mówili moi goście był też apetyczny.

      B. natomiast zauważyła, że całkiem nieźle pociągałam tego wieczoru i muszę się przyznać, że rzadko pijam alkohol, ale akurat tego dnia całkiem spoko mi szło. A może to wódeczka była jakaś "oszukana"? Na wszystkim nas rypią , to dlaczego mieliby oszczędzić na alkoholu? W każdym razie uważam spotkanie, które zorganizowałam za w pełni udane.

     Moja B. zanocowała, bo nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Gdzieżby miała się "włóczyć" po nocy w pociągu czy coś, a poza tym...no sami wiecie o co chodzi, a ja tutaj pisać nie będę :-)

      W czasie przygotowań do tego dnia, mnie pochłonęły przygotowania, a B. zastanawiając się co można mi kupić - bo przecież wszystko mam-  wpadła na pomysł, że dość już tej papierowej wikliny. Dostałam od niej duży zestaw do guillingu i ...całkiem mi się to podoba, chociaż cierpliwości wymaga jeszcze więcej niż wiklina. A oto moja pierwsza próba.

jajko quillingowe

         Miała być ażurowa pisanka, taka do zawieszenia na firance itp. Trochę mało jajkowa, ale jak na pierwszą pracę uważam za wytwór bardzo udany. Ostatecznie nigdy wcześniej nie próbowałam tej metody robótek ręcznych, tyle co poczytałam i popatrzyłam na YT. Poza tym...jak sobie przypomnę jak wyglądały pierwsze prace z wikliny, to w quillingu od początku ujawniły się moje zdolności :-))) A co? Nie mogę się sama też docenić?

      Od siostry dostałam pięknego, ogromnego storczyka i myszkę , bo ta której do tej pory używałam nagle a niespodziewanie zmieniła swoje położenie - ze stołu na podłogę i się pogniewała. Młody jak zawsze zakupił dobre wino, a mamusia dała kasę , więc będzie za co kupować paseczki quillingowe:-) Ale nie o upominki tu chodzi tylko o to, że udało się nam to spotkanie a ja mam komfort korzystania z laptopa i mam zajęcie dla rąk na nadal długie i zimne wieczory.

16:20, 45gogula
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 76