Rozważania różne współczesnej kobiety- daleko od mody, kuchni i jakiejkolwiek diety. Plotki o facetach, sporcie, autach i gadżetach.
Kategorie: Wszystkie | dla pełnoletnich | motoryzacja | sport | zdrowie
RSS
niedziela, 21 maja 2017

UWAGA! Niniejszy wpis jest mało optymistyczny. Ja musiałam z siebie wyrzucić - Wy sami decydujcie czy czytacie.

                     Ostatni tydzień był ciężki. Ciężki z różnych powodów i wiadomo ...skoro ciężki, to znaczy mało sympatyczny. Niemal dzień w dzień dopadały mnie jakieś złe lub fatalne informacje. Do tego trzeba byłoby dorzucić kilka awarii sprzętowych i już rysuje się całkiem spora górka.

      Najpierw pogorszenie stanu zdrowia siostry. Opowiedziała mi o nowych wynikach badań, które zrobiła, o rokowaniach, o dalszych procedurach. Nie wyglądało to dobrze i przyznam szczerze, że tym razem nie udało mi się zachować zimnej krwi i optymizmu. Niby nie w jej obecności, ale... spłakałam się jak bóbr i kilka nocy zarwałam. A potem przyszła złość. Złość na to...no właśnie na co? Sama nie wiem jak to nazwać.

       Poprzednio pisałam, że siostra zgłaszała swoje dolegliwości bólowe w kośćcu ale lekarze to ..bagatelizowali...? a może uznali, że skoro "pacjentka onkologiczna" to nadwrażliwa a się nie zna...W każdym razie okazało się, że terapię zaczęła za późno , że powinna wcześniej itd. Teraz historia się powtórzyła ...od listopada ubr. zgłaszała problemy . Dawkowano środki doraźne, ogólnodostępne, ale jak w końcu "wymusiła" skierowanie na TK okazało się, że wysiadły nerki. I znowu lekarz "wspaniałomyślnie" stwierdził "a czemu tak późno pani się tym zajęła?".  A to do cholery "Pani" miała się zajmować czy lekarz?! A co robił lekarz, jak "pani" miesiąc w miesiąc zgłaszała nieprawidłowości?! Oj ...aż myśleć się nie chce, jaką drogę przez mękę muszą przechodzić wszyscy poważnie chorzy, modląc się jednocześnie, żeby było ich stać na wykupienie leków, które drożeją w zastraszającym tempie.

      Ponadto kuzynka - w nieciekawej sytuacji rodzinnej- już przed Wielkanocą trafiła do szpitala z podejrzeniem guza. Mieli ją operować, ale do tej pory nic się nie dzieje i nikt nie wie dlaczego, a w jej domu...no zwyczajnie tragedia.

      Była teściowa miała. wypadek. W wyniku zderzenie się 2 rowerzystek nastąpiła kolizja zakończona otwartym złamaniem nogi. Teoretycznie niewiele mnie to już powinno obchodzić ,ale nie należę do osób, które po 20 latach znajomości skreślają całkowicie taką osobę, bo coś się zdarzyło. Teściowa zawsze była przyzwoita, więc dlaczego?

      Teraz dorzucamy jeszcze - awarię laptopa a następnie kosiarki i już domykamy sprawy. Oczywiście laptop czy kosiarka w porównaniu z innymi sprawami to pikuś- ot sprzęt zawsze można zmienić lub obyć się bez niego, gorzej ze zdrowiem. ...

19.

      Raz jeszcze sięgnęłam po twórczość Harlana Cobena- "Już mnie nie oszukasz". I tym razem muszę przyznać, że ta pozycja okazała się "w moim klimacie". Super się czyta, wartka fabuła, sporo ciekawych odniesień personalnych, trochę lubianego przeze mnie sarkazmu i w efekcie człowiek czyta, i czyta, i czyta ...aż skończy. Oderwać się nie można.

Tagi: 2017
16:42, 45gogula
Link Komentarze (3) »
wtorek, 16 maja 2017

               Pisałam w jednym z wcześniejszych wpisów, że mogłabym się zająć czymś innym niż kręcenie papierków, ale ...albo pogoda nie sprzyjała, albo owładnęła mnie niechęć do zajęć pożytecznych. Czas przeszły został użyty świadomie i celowo, bo nie dość, że wstęp odnosi się do przeszłych wpisów ale również "mogłabym" zmieniło się w "mogłam i zrobiłam".

        Na plan pierwszy poszło wnętrze samochodu. Niby tragedii nie było, ale teraz jest "prawie nówka". Jednak zanim doszłam do tego stanu wewnętrznej euforii .... . No więc tak... Głupotą jest posiadać w bagażniku wykładzinę dywanową. Bo za cholerę nie dało się jej doczyścić. Nawet tak sobie pomyślałam, że na filmach kryminalnych wszelkie zabrudzenia z bagażnika są bezkompromisowo usuwane, a ja nie mogłam się pozbyć kilku paprochów. Ale większość usunęłam. Jednak najgorsze było wtedy jeszcze przede mną.

       Jak już się kilka razy opisywałam, do ułomków nie należę - tak wzrostowo, jak i (niestety) wagowo. Owszem zdarzało mi się przegrzać, jadąc w aucie . Człowiek się lekko spoci, odparuje bo klima w końcu załapie właściwy rytm. Jednak ostatnio doszłam do wniosku, że chyba ja osobiście mam nawet ....tłusty oddech !!!  Po czym tak wnioskuję? No bo przecież z jakiegoś powodu te szyby wewnątrz były tak brudne- tłuste, że miałam problem z ich doszorowaniem. Wstyd?! Pewnie trochę tak, ale wcale nie wyglądały na brudne i od czasu do czasu je przecierałam wcześniej. "Wilgotne ściereczki do szyb" to można użyć do przetarcia co najwyżej... no nie ważne.  Dopiero płyn do szyb ( firmy od znanych myjek ciśnieniowych itp.) pomógł.

       Tak więc okazało się, że samochód jest czysty wewnątrz, ale ja zmachałam się bardziej niż przy osławionym kompostowniku. I wzmianka statystyczna.

18.

      Jak mi się wydawało , po raz ostatni zaliczam Lucindę Riley, tym razem w pozycji "Dom orchidei". Tak mi się wydawało, bo ostatnio pojawiła się nowa książka tej autorki i nie wykluczone, że też się zbliżymy. Lucinda Riley pisze według tego samego schematu , czyli akcja dzieje się : tu i teraz i tajemnica z przeszłości , tym razem gorąca Tajlandia. Podupadająca angielska arystokracja, tragedia i niespodziewana miłość.... no wiecie, jak jest . Najczęściej po wielu perypetiach kończy się schematem "żyli długo i szczęśliwie" .

       Przewidywalnie, ale ...to naprawdę rewelacyjnie się czyta, chce się natychmiast wrócić po zamknięciu książki ( wyłączeniu czytnika). A do tego można sobie odświeżyć różne emocje osobiste. A to uśmiech, a to łezka się zakręci, a to sprawy, które warto odnieść do siebie i przemyśleć... No fajne tot jest. Raz jeszcze polecam.

Tagi: 2017
15:02, 45gogula
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 15 maja 2017

             Jak to napisała wcześniej inna blogowiczka...mój dzisiejszy wpis można pominąć. Bo nie będzie w nim nic oprócz mojego zakręcenia. No wsiąkłam w tę robotę i chociaż mam już wszystko co mogłam wymyślić, wcale nie chce mi się porzucać tego zajęcia. Na sprzedaż internetową nie mogę się zdecydować, więc ...sama nie wiem.

Na razie z okazji zbliżających się świąt , ale także tych odleglejszych...

Na dzień matki:

 

   Na dzień ojca...?

      Na dzień dziecka ...

   Na dzień wszystkich kochających i kochanych, czyli na co dzień :-)

     Tak wiem, że nie wszystkie prace zaliczają się do poprawnych- np. filiżanka wymaga przeróbki i doprecyzowania , ale mimo wszystko wstawiłam, żeby było ku mojej pamięci, że nie wszystko potrafię ....

19:12, 45gogula
Link Komentarze (8) »
środa, 10 maja 2017

                        Ludzie ...Słońce świeci :-) No normalnie, aż uznam to za jakąś anomalię chyba?! Ale przynajmniej jest odpoczynek od chmur.

      Wszyscy piszą i mówią o pogodzie , a w konsekwencji udzieliło się to również mnie. Pisałam i ja. Niby temat bezpieczniejszy niż polityka, ale ...on też się przecież nudzi. Z drugiej strony o czym można byłoby pisać, skoro niewiele się dzieje. Moja B. po ostatniej wizycie u mnie wróciła do swoich zajęć i zleceń, a że zaczął się maj....no ma kochanie sporo roboty, więc mniej czasu dla mnie.       

       Mogłabym np. zająć się odświeżeniem mebli ogrodowych, ale wcale mi się nie chce, bo ...tak rzadko ktoś z nich korzysta, że najzywczajniej mam niechęć do tych prac. Ja nie toleruję gorąca i wolę siedzieć w swoim klimatyzowanym pokoju, syn rzadko bywa w domu ( dlatego tak bardzo się odzwyczajam od jego obecności) a mamusia...ona siedzi, ale ławkę ma, a komplet mebli całkiem jej zbędny.

        Mogłabym posprzątać samochód, ale to tyle zachodu i do tego wcale jeszcze nie jest tak ciepło na zewnątrz. I wreszcie, podobnie jak chyba rok temu , znowu mam problem z nogą . Ta sama, ale nie tak samo. Wtedy bolała i puchła ( było podejrzenie zatoru) a teraz tylko cholernie boli.

         No to kręcę i Was zanudzam swoimi "osiągnięciami" a poza tym ewentualnie czytam.

17.    Tym razem na chybił trafił sięgnęłam po "Straceńców" Ingar`a Johnsruda. Czyli kolejny skandynawski autor kryminałów . Tym razem wiedziałam, że jest to 2. część historii detektywa Fredrika Beiera, ale pierwsza podobno poniżej normy. Lektura, jak dla mnie ....męcząca przynajmniej w połowie, ale jak już się przebrnie przez pierwsze 200 stron, to pozostałe ponad 300 już jest ok.

       Dlaczego męcząca? Nie lubię "rozbieganych" lektur. Krótkie rozdziały, w których akcja przenosi się w różne miejsca, czasy, z udziałem różnych bohaterów. Naprawdę wymaga niezłego ogarnięcia. Ale intryga wciągająca. Gdy już wszystkie wątki połączą się w jedną, no dwie myśli przewodnie...czyta się dobrze  i już nie trzeba nadludzkiej ambicji i samozaparcia, żeby chcieć czytać. Trochę elementów szpiegowskich, trochę zwykłych z pozoru morderstw, trochę refleksji , psychologii . Można przeczytać, ale moim zdaniem przymusu nie ma . Da się żyć bez tej lektury. Inni Skandynawowie bardziej przypadli mi do gustu.

       I na koniec ...szaro-szaro- czerwone "COŚ" na ścianę. Trochę ramka nie pasowna, ale taką miałam. Pasującą ramkę mogłam zakupić za ... oooooo i jeszcze trochę, a że nie mam pojęcia, czy takie "COŚ" będzie odpowiednie, to póki co nie inwestowałam w ramę, która lepiej pewnie oddawałaby całość.


Tagi: 2017
13:37, 45gogula
Link Komentarze (6) »
wtorek, 09 maja 2017

                   Ostatnie dni były bardzo intensywne fizycznie. Nie żeby od razu myśleć, że seks, wycieczki czy też inne "wino, kobiety i śpiew..." Bardzo przyziemne sprawy dopadły mnie między kroplami deszczu czy jak ostatnio - płatkami śniegu.

       A tak swoją drogą- niby śnieg w maju to żadna wyjątkowość, ale tak paskudnej pogody na wiosnę, jak w tym roku, nie było od dawna chyba. Przynajmniej ja nie pamiętam. Wracając do istoty sprawy.

      Przygotowałam na kilka następnych sezonów kompostownik. Przynajmniej mam taką nadzieję, że ze 2 lata wytrzyma. Więc 800 litrów trzeba było przerzucić w tę i z powrotem. O ile "w tę" było dość lekko to w drugą stronę ...Ale i tak byłam zdziwiona, że nie odchorowałam tej pracy tak,jak można byłoby się spodziewać. Trawa rośnie jak głupia, więc 2. koszenie też zaliczyłam. Okazało się, że mamusia umyśliła sobie, że na ostatni weekend zasadzimy kwiaty. To znaczy ja zasadzę a ona mi pomoże np. myjąc doniczki. Wkurzyłam się ostro, bo przecież powiedziała o tym w sobotę rano. Bez względu na to, czy miałam inne plany, czy nie- musiałam sadzić kwiatki !!! Nie miałam wielkich planów więc posadziłam - głównie po to żeby teraz stały w garażu bo ciągle pada, bo zimno, bo szkoda. Ot jakie to logiczne?! Logiczne inaczej.

      Mimo całego niemałego wysiłku nie mogę się oderwać od kręcenia. Nawet, jak jestem zmęczona, to i tak niemal odruchowo zaczynam kręcić. Powstaje tylko pytanie...co ja z tym będę robić??? Ileż można uszczęśliwiać rodzinę i znajomych? Pomyślę nad tym jeszcze . Na razie Wam zademonstruję moje nowe dzieła, prawie "arcy...":-)

      Tym razem zielona nutka, mniejszych rozmiarów ale chyba doskonalsza.

 

         Księżyc dostał nowy image - znaczy ramkę i chyba prezentuje się dostojniej.

         I motyl prawie amazoński, ale że prawie robi różnicę, więc tylko taki gablotkowy papirusik.

          Po ukręceniu czegoś bez powodu dostałam powód. Taki z rodzaju "ulubionych". Uwielbiam bowiem,gdy dzwoni moja siostra i mówi mniej więcej tak : "zrób dla mnie coś fajnego na ścianę, ale musi być to szaro-szare z drobnymi elementami czerwonego" . I znowu rodzi się pytanie co to jest lub ma być to "coś"? Ale o tym co wymyśliłam w następnym wpisie.

18:17, 45gogula
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 80