Rozważania różne współczesnej kobiety- daleko od mody, kuchni i jakiejkolwiek diety. Plotki o facetach, sporcie, autach i gadżetach.
Blog > Komentarze do wpisu

Kaśka - bo trzeba czasem pochwalić człowieka.

      ...      Kaśka urodziła się w święta , a więc rok w rok przy okazji rodzinnych spotkań świątecznych, mama opowiadała historyjkę: jak to nienawidziła jej od początku, bo w okresie świątecznym zamiast spędzać czas z rodziną, musiała w wielkich bólach leżeć w szpitalu. Leżała i płakała, płakała i leżała. Może nawet by jakoś to zniosła, ale gdy Kaśka się urodziła , to nie dość, że była dziewczynką, to jeszcze tak brzydką, jak "najgorsza ropucha". I tak, rok w rok, opowiadała tę samą historyjkę a Kasia przy stole robiła dobrą minę do złej gry. Nie miała w sobie tyle siły, aby powiedzieć matce, że to sprawia jej przykrość. 

          Ostatecznie uznawała, że matka jest matka i jaka by nie była nie można jej ranić. Chore to było w pewien sposób... bo szacunek dla matki?-owszem, ale że dawała się poniżać?- sama tego nie rozumiała. A mamusia, gdy się rozkręciła i akurat w danym momencie skupiła się na najmłodszej z córek, to potrafiła jeszcze kilka "ciekawych" anegdotek opowiedzieć "dla żartu"... jedna gorsza od drugiej, każda zaś poniżająca i krytykująca. Nigdy nie zdarzyło się, aby opowiedziała coś pozytywnego, aby za cokolwiek pochwaliła, chociaż przecież było za co.

           Dziwną miała zasadę kobieta . Według niej "matka musi krytykować dziecko, bo to mobilizuje do poprawiania się we wszelkich aspektach życia, a chwalić to będą obcy ludzie, że ona ma takie dzieci a nie inne". Zresztą sama stosowała się do tej swojej zasady i dla innych miała dobre słowo.  Wywoływało to tylko ten efekt, że Kaśka czuła się jeszcze gorsza, jeszcze bardziej odrzucona, nic nie warta, bo inni byli lepsi. W takich momentach Kaśka myślała .."hmmm, przecież ludzie mają swoje dzieci i je chwalą, co ich obchodzą cudze dzieci? przecież nawet jak jestem dobrym człowiekiem to nikt mnie nie będzie chwalił, że umiem to czy tamto, że jestem kim jestem, a jeśli nawet to kogo będą chwalić? mnie? a w życiu !!! jeśli już kogoś pochwalą to matkę, że takie dobre dzieci wychowała, a więc ja i tak nie doczekam się pochwały".

            Z czasem takie swoje zdanie próbowała przekazać matce - niestety, jak grochem o ścianę. Tak więc uciekała z domu najpierw na studia, a potem do pierwszej lepszej pracy, w której zechciano ją zatrudnić. Niby miała zajęcie , niby nie myślała już o sprawach z ostatnich 5 lat, ale do czasu.... Wkrótce wróciły "demony przeszłości"- niestety.

            W miejscu zatrudnieni byli głównie mężczyźni. Nie, nikt taki, kto mógłby być w sferze jej zainteresowań, zwłaszcza, że wcale jej faceci nie interesowali. Ale sprawy posunęły się dalej .Zdarzało się ( co więcej nie raz i nie dwa), że któryś z mężczyzn szeptem teatralnym niepochlebnie wypowiadał się za jej plecami na temat jej wyglądu.Tak, ponownie ludzie zajmowali się nie tym co potrzeba,  analizowali jej kobiecości albo lepiej- męskości. Któregoś dnia nawet na ulicy słyszała wymianę zdań między dwoma osobami, które się zastanawiały czy ona jest kobietą czy mężczyzną. Akurat ci nie kryli się ze swoimi ocenami. Oj zabolało i to bardzo, gdy jakiś obcy gość zapytał:

- A ty jesteś facetem czy kobietą, bo się założyłem z kumplem?- a potem wymownie się roześmiał.

             Nie odpowiedziała. Nie postawiła się , nie powiedziała co myśli o jego kulturze, zachowaniu. Bo też sama nie wiedziała, czy naprawdę powinna krytykować kogoś, za to jak i co myśli? Za to, że być może powiedział prawdę? Może te sytuacje nie doprowadzały jej już do łez, ale nadal sprawiały przykrość. Chociaż miała o wiele większą samoświadomość, to jednak nadal walczyły w niej dwie osobowości, dwie płcie. Z jednej strony nadal wytrącały ją z równowagi zasłyszane komentarze, z drugiej zaś nie potrafiła wyrzucić ze swojego umysłu myśli o kobietach . Zwracała uwagę na atrakcyjne w jej mniemaniu dziewczyny. Oczywiście zainteresowanie nimi było tylko platoniczne .

              Co więcej zauważyła, że nawet jeśli jakaś kobieta zwróciła jej uwagę, to już nie fiksowała na jej punkcie. Nie towarzyszyło temu wyobrażanie sobie sytuacji erotycznych z ich udziałem, nie było w niej tej wcześniejszej tęsknoty za zbliżeniem się . Jej pożądanie tak jakby ucichło, ukryło się w najdalszych zakamarkach jej duszy. Chyba powoli zaczęła się z tym godzić, a nawet w pewien sposób zapominać.... Czyżby zaszłą w niej, aż taka zmian? ...

wtorek, 14 października 2014, 45gogula

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: